Ach ten poniedziałek i śniadanie po Włosku

Obudziłem się dosyć szybko, już o 7.40 byłem ubrany. Wyszedłem na balkon (tak okazało się, że nasz pokój ma balkon). Papieros smakuje cudownie o poranku, kiedy na dworze jest około 15 stopni i właśnie wstaje słońce. Przypominam, że jest koniec stycznia i w Polsce śniegi padają 🙂
Reszta rodzinki wstała niedługo po mnie i też zbierała się do kupki. Z Giovannim umówiliśmy się, że śniadanie będzie gotowe na 9. Gdy wyszliśmy z pokoju, Weronika już jadła. Dostaliśmy wyśmienite cappuccino, Em postanowiła, że napije się herbaty.
Typowe włoskie śniadanie podaje się na słodko! Słodkie bułeczki, dżemy i takie tam, nic konkretnego. Jako prawdziwy chłop z Polski nie wyobrażam sobie śniadania bez wędlin, może jajka i sera, a, na Boga!, do słodkich bułek ma się to nijak! Na szczęście nasz gospodarz wczorajszego wieczoru spytał jakie śniadanie chcemy 🙂 Ola i Em nie miały nic przeciwko słodyczy, ja poprosiłem o coś innego. Dostaliśmy bułki słodkie ale z ricottą małymi pomidorkami i ziołami w środku, podgrzewane jeszcze w opiekaczu…mniam, palce lizać! Jajka na twardo, mozzarellę i salami. Chyba lubię te śniadania i kawę, po powrocie muszę rozejrzeć się za porządnym ekspresem.
Iwona zjawiła się punktualnie o 10.37 (miała być o 10.00) my byliśmy już gotowi na pierwszy dzień zwiedzania. Aparat gotowy, 50 założona na body, zapasowe baterie i obiektyw 12-60 u Oli w torebce.

Wychodzimy, w międzyczasie na wolnym placu pod naszym budynkiem (swoją drogą jak człowiek szybko się adaptuje, i nazywa miejsca swoimi) rozstawił się regularny sklep z ciuchami. Na wieszakach, takich mobilnych na kółkach, jakie można kupić w IKEA,  setki ubrań, w ogromnych koszach stosy spodni, nie mam pojęcia skąd to wszystko się nagle pojawiło. Idziemy wąskimi uliczkami, wzdłuż których rozstawione są stragany z chińskim badziewiem, perfumami Diur, Dolce Kabana, torebkami prawie znanych producentów. Ciekawe, że ochrona praw autorskich oraz Unia Europejska ze swymi światłymi dyrektywami, tutaj nie dotarły.

Samo centrum to dosyć stare budynki, bardzo zaniedbane i zniszczone. Przechodząc właściwie każdą uliczką czuć zapach starości, zapach taki przywodzi na myśl stare zgrzybiałe podwórza, klatki schodowe lub piwnice. Nie jest to zapach brzydki, smutny jednak. Zapach zapomnienia, zapuszczenia, nie dbania o to wokół, zapach rezygnacji. Dziwne to, bo wokoło dobrze ubrani ludzie, siedzący w kawiarniach lub robiący zakupy. Zdają się nie widzieć tego co dookoła. Jakby dwa światy, przenikające się, współistniejące lecz nigdy nie stykające się ze sobą.

Na ulicach ruch ogromny, samochód za samochodem, w ciasnych uliczkach za to królują skutery i tuk-tuki (tak nazywano je w Indiach). Ludzie żyją w jakiejś niewytłumaczalnej symbiozie ze skuterami i samochodami, które ledwo mieszczą się w ciasnych uliczkach. Skuterów jest tutaj naprawdę dużo. Nie widziałem ani jednej sceny złości, wkurzania się, jak ten pacan jeździ, gdzie się pcha. Ustępują sobie miejsca jedni i drudzy, jakby istniało jakieś tajemne prawo regulujące ten chaos. Kościoły i kapliczki już wkrótce.

Dodaj komentarz