Zamek św. Katarzyny

Zamek św. Katarzyny  na Favignana

Witajcie 🙂 Wspomniany w tytule zamek św. Katarzyny, Il Castello di Santa Caterina znajduje się na górze o takiej samej nazwie, która położona jest na Favignana, jednej z Wysp Egadzkich. Wpływając do portu w Favignana, nie można go nie zauważyć. Zamek, obecnie w rękach państwa, został wybudowany w miejscu jednej z wież wyspy, około IX w. W tamtym okresie takich wież było trzy i należały one do saraceńskich fortyfikacji obronnych.

Podczas dominacji na Sycylii Normanów, a następnie Andegawenów i Aragonów zamek przechodził z rąk do rąk kolejnych rodzin z Trapani. Podczas panowania Burbonów zamek stał się więzieniem dla skazańców politycznych. Dlatego postrzegany jest w historii Włoch jako symbol walki o wolność i zjednoczenie.

Według źródeł historycznych, zamek który możemy oglądać do dzisiaj, pochodzi z około XVI-XVII w. Został on wybudowany z kamienia wapiennego na bazie prostokąta. Składał się on z parteru, wydrążonego w skale, gdzie byli przetrzymywani więźniowie oraz pierwszego piętra przeznaczonego na biura i pokoje dla żołnierzy. W środku znajdowała się także mała kapliczka pod wezw. Św. Katarzyny. Przypuszcza się, że to właśnie stąd wzięła się zarówno nazwa góry jak i zamku.

Kochani, na zakończenie, dodam, że na zamek prowadzi kamienna ścieżka. Wejście, w wolnym tempie zajmuje około 40 min. Warto tam wejść przed zachodem słońca z dwóch powodów: 1) wejście nie jest osłonięte od słońca , 2) zachód słońca z tamtego miejsca da Wam niezapomniane wspomnienie 🙂 I jeszcze jedna ważna informacja: wchodząc tam przed zachodem słońca weźcie ze sobą latarki (telefon), ponieważ kamienna ścieżka tylko w części jest oświetlona.

Do następnego!

Tłusty wtorek

Tłusty Wtorek i jego sycylijskie słodkości

Cześć Kochani! Nie, nie pomyliłam się! Jutro w całych Włoszech obchodzony jest tłusty wtorek (martedi’ grasso) nie jak w Polsce tłusty czwartek. Martedi’ grasso przypada zawsze we wtorek, ten przed samym Popielcem i jednocześnie to właśnie on kończy okresu karnawału! Wszystkim wiadomo, że w tłusty czwartek w Polsce na stołach królują pączki. We Włoszech zwyczaj ten jest nieco bardziej skomplikowany, ponieważ każdy region ma swoją tradycję wypieków słodkości i w związku z tym, inne smakołyki są przygotowywane przy obchodach przeróżnych świąt i uroczystości.

Na Sycylii, w zależności od miejsca, wypiekami tłustego wtorku są: pignolata, teste di turco, sfinci, chiachiere, crispelle di riso e miele. Ja postanowiłam, że zrobię chiachiere light, które można porównać do naszych faworków. Uwaga! Napisałam light, ponieważ będę je piekła w piekarniku, a nie smażyła. Oczywiście jak się domyślacie, na Sycylii, w znacznej większości przygotowywane chiachiere są smażone! Podane poniżej proporcje, wystarczą na przygotowanie około 40 faworków.

Aby przygotować nasze sycylijskie faworki będziemy potrzebować:

  • 500 gr mąki
  • 3 całe jajka i 1 żółtko
  • 50 gr miękkiego masła
  • 70 gr cukru kryształu
  • 2 łyżki wódki lub innego alkoholu
  • strąk wanilii
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • cukier puder do posypania faworków

A więc do dzieła:

  1. 3 całe jajka i 1 żółtko, lekko ubijcie.
  2. Do jednego dużego naczynia nasypcie mąkę a następnie dodajcie do niej: lekko ubite jajka, proszek do pieczenia, cukier, szczyptę soli i wódkę. Całość wymieszajcie.
  3. Następnie do ciasta dodajcie nasionka wyskrobane z wanilii oraz masło.
  4. Całość ugniatajcie aż otrzymacie jednolite ciasto. Jeśli ciasto będzie wydawać się Wam suche dodajcie 1 -2 łyżki wody. Po mniej więcej około 10 min ciasto powinno być gotowe – gładkie i jednocześnie ciągnące. Następnie, owinięcie ciasto w folię spożywczą i zostawcie aby „odpoczęło” przez co najmniej 30 min.
  5. Wyjmijcie stolnicę, posypcie ją odrobiną mąki.
  6. Z ciasta utnijcie kawałek o wielkości około 150 gr.
  7. Wałkiem, rozwałkujcie go do grubości 2 mm. Podczas wałkowania coraz przekładajcie ciasto z jednej strony na drugą.
  8. Z ciasta, radełkiem, wytnijcie prostokąty (faworki) o wielkości 5×10 cm i przenoście je na blachę pokrytą papierem do pieczenia.
  9. Faworki należy piec w nagrzanym wcześniej do 190C piekarniku z termoobiegiem przez 10 min.
  10. Podczas pieczenia pierwszej tury faworków, należy przygotowywać kolejną ich partię na stolnicy.
  11. Wystudzone faworki posypcie cukrem pudrem.

Smacznego!

Favignana – raj na ziemi?

Favignana – raj na ziemi?

Witajcie! Jak tylko przeprowadziłam się na Sycylię już wówczas moi znajomi odpowiadali mi o urokliwości Favignana, największej z Wysp Egadzkich. Według tych opowieści miało być to miejsce po którym, ze względu na niewielkie odległości, 80% mieszkańców i turystów porusza się na rowerach, o przecudnej praktycznie dzikiej przyrodzie, krystalicznych wodach i jej zatoczkach, każdej na swój sposób pięknej i niezapomnianej. No cóż, taki opis mobilizuje, prawda? Tak więc pojechałam, ponieważ nie chciało mi się wierzyć, że tak blisko Sycylii znajduje się taki raj na ziemi.

Kochani, Favignana znajduje się w odległości 40 min drogi od Trapani. Możecie się tam dostać wybierając jeden z promów odpływających z portu tego miasta. Już z daleka, na horyzoncie, zobaczycie jedyne na wyspie wzniesienie, około 310 m.n.p.m., nazwane Górą św. Katarzyny, Monte di Santa Caterina. Ta właśnie góra dzieli Favignanę na dwie części, jedną bardziej zurbanizowaną wraz z miejscowością Favignana i drugą, praktycznie dziką i dostępną… przede wszystkim na rowerze 🙂 Na górze widać średniowieczny zamek, zwany Castello di Santa Caterina.

Rozmawiając z mieszkańcami wyspy dowiedziałam się, że nazwa wyspy pochodzi od zachodniego wiatru zwanego Favonio. Inni, wspominali, że sama wyspa ma postać motyla (la farfalla), który przysiadł na tafli Morza Śródziemnego. Ponoć, o wschodzie słońca, kiedy spojrzy się w kierunku Marsala, można zobaczyć tzw. farfallicchi, czyli zjawisko podobne do fatamorgana, które dotyka często  pustynnych wędrowców. Wielu Fawończyków (przepraszam za spolszczenie) potwierdzało, że wówczas na wodzie są widoczne łodzie, ludzie czy zwierzęta. Dla ciekawskich dodam, że nie byłam w stanie wstać w nocy aby być o świcie na końcu wyspy skierowanym na Marsalę! 😉

Co ciekawego można zobaczyć w samej miejscowości? Na pewno Przetwórnię Tuńczyka, która dzisiaj jest pięknym multimedialnym muzeum, dwa place – Piazza Marina i Piazza Europa. Punktem charakterystycznym pierwszego placu jest kościół św. Anotniego natomiast drugiego budynek Urzędu Miasta oraz statuetka Ignazio Florio, swego czasu, właściciela Wyspy i założyciela fabryki tuńczyka. Ponadto warto zajrzeć także do Villi Florio oraz wspiąć się na górę Św. Katarzyny aby stamtąd podziwiać widoki 🙂

Oczywiście, przy tym wszystkim pozostają nam wszystkie urocze zatoczki i plaże 🙂 oraz kamieniołomy tufu, tj. skały wulkanicznej, używanej w tym regionie do konstrukcji domów. W jednej z nich znajdują się Ogrody Ipogei. Pozwolicie jednak, że o samych plażach oraz zamku na Górze św. Katarzyny napiszę Wam oddzielnie. Dlatego jeszcze dzisiaj, nie odpowiem Wam czy moi sycylijscy znajomi mieli rację czy nie 🙂 Konkluzja nastąpi na zakończenie, wszystkich artykułów o Favignana.

Do następnego!

Karnawał w Termini Imerese

Karnawał w Termini Imerese (Il carnevale a Termini Imerese)

Witajcie Kochani 🙂 Karnawał nam się kończy ale to nie koniec zabawy. Pamiętajcie: włoski karnawał to nie tylko Wenecja! Na Sycylii jest równie ciekawie w tym okresie. W niektórych miastach w tym tygodniu rozpoczynają się parady karnawałowe. W swoich wcześniejszych wpisach wspominałam już o Corleone, o tutaj: http://labellasicilia.pl/corleone/ lub o Mezzojuso, gdzie ma miejsce piękna pantomima , o tutaj: http://labellasicilia.pl/il-mastro-di-campo-historyczna-pantomima/. Do tych miejsc dodam jeszcze Termini Imerese, niewielkie miasteczko położone niedaleko Palermo. Właśnie tam wzięły swój początek wszystkie parady, które podczas karnawału odbywają się na Sycylii. W związku z tym, że o tradycji związanej z karnawałem w Termini Imerese pisałam przy okazji artykułu o maskach, o tutaj:http://labellasicilia.pl/maski-sycylijskiego-karnawalu-le-maschere-siciliane/ teraz pozostaje mi tylko, życzyć Wam miłego oglądania fotografii z zeszłego roku!

Jeśli w najbliższych dniach wybieracie się na Sycylię, możecie również wziąć udział w tradycyjnych obchodach karnawału w Termini Imerese – uroczystości rozpoczną się 7 lutego (niedziela) i potrwają do 9 lutego (wtorek) – Martedi Grasso, który jest odpowiednikiem naszego Tłustego Czwartku, tuż przed Środą Popielcową.

Bawcie się dobrze dopóki karnawał trwa 🙂 i do następnego napisania!

Sciacca – miasto jak otwarta książka z historii

Sciacca – miasto jak otwarta książka z historii

Cześć Moi Drodzy! Podczas jednej z moich sycylijskich podróży zawitałam do Sciacca, miejscowości położonej na południowo-zachodniej części sycylijskiego wybrzeża. Już samo położenie tego miasta zasługuje na uwagę, ponieważ z jednej strony otoczone jest turkusowym Morzem Śródziemnomorskim, natomiast z drugiej, ze strony lądu, w niedalekiej odległości znajdziecie antyczne miasta greckie – Selinunte, Eraclea Minoa i nieco dalej Valle dei Templi (Dolina Świątyń) w Agrigento. Ze strony wschodniej miasta znajduje się góra Św. Calogero (Monte di San Calogero lub Monte Cronio), która znana jest ze swoich wód termalnych.

Sciacca jest miastem antycznym, o którym po raz pierwszy wspomniano w VII w. jednak należy dodać, że zapis ten dotyczył obecności osady ludzkiej już na przełomie epok kamienia i brązu! O jego archaicznym pochodzeniu świadczy również sama nazwa. Pierwotnie Sciacca była nazywana Xacca. Ta nazwa wywodzi się z języka saraceńskiego i oznacza Pani, Gubernatorowa.

Jak i cała Sycylia, także i Sciacca doświadczyła wielu dominacji, począwszy od greckiej przez kartagińską i rzymską po arabską. To właśnie na czas panowania Arabów przypadł pierwszy rozkwit miasta. Następnie, gdy na Sycylię zawitali Normanowie, Sciacca stała się głównym centrum handlowym wymiany hurtowej. Podczas dominacji Hiszpanów, Sciacca przechodziła z rąk do rąk kolejnych bogatych hiszpańskich rodzin, od których to zależało czy miasto przeżywało lata swojego rozkwitu czy  pogrążało się w biedzie i nędzy.

Ten czas, wiele przeróżnych dominacji pozostawiły w mieście swoje odbicie, dzięki którym możemy je porównać do otwartej książki z historii, w której na kolejnych kartkach kościoły, zabytkowe budynki, pałace, zamki i place opowiadają swoją opowieść.

Warto wspomnieć, że do dnia dzisiejszego w mieście widoczne są stare mury obronne i trzy główne bramy – Porta San Salvatore, najstarsza, przez którą wchodziło się do starego miasta, zachowana praktycznie w całości Porta San Calogero z XVI w. oraz najmłodsza z nich Porta Palermo z XVIII w.

Na uwagę zasługują również kościoły, takie jak: Chiesa di Santa Maria del Soccorso z XII w., Chiesa di Santa Maria dell’Itria wraz ze swoim klasztorem, Chiesa di San Domenico, Chiesta di Santa Margherita z XIV w. i wiele innych, być może mniej ważnych, ale tak samo bogatych historycznie.

Ponadto nie możecie zapomnieć o zobaczeniu zabytkowych budynków i zamków jak np. Castello dei Conti Luna, Castello Perollo czy Castello Incantato oraz Palazzo Steripinto, Palazzo S. Giacomo, Palazzo Perollo i Palazzo Inveges.

Ale to nie wszystko! Jak wspomniałam powyższej, nad Sciacca góruje Monte Cronio (Monte di San Calogero), z której roztacza się niezwykły widok na miasto. Dodatkowo, to właśnie na tej górze, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, funkcjonowały naturalne termy zwane pod nazwą stufe naturali di San Calogero. Wyobraźcie sobie, że naturalne właściwości tego miejsca zostały odkryte już w epoce neolitu! Niestety, struktura jest obecnie zamknięta ze względu na brak środków finansowych. Jednak, pomimo tego warto tam pojechać aby zobaczyć ciekawe muzeum o tym miejscu, kościół Św. Calogero i jego grotę.

Kochani, po tym wielkim kawałku historii, plaże położone niedaleko Sciacca pozwolą Wam na relaks! Warto zajrzeć na jedną z nich aby móc odpocząć przy szmerze fal i wykąpać się w turkusowej wodzie.

Na koniec tego artykułu dodam, że odwiedzając Sciacca nie możecie ominąć portu i targu rybnego. Ale o tym już pisałam o tutaj.

Powodzenia!

Lo Spasimo – sprofanowany Kościół w Palermo

Lo Spasimo – sprofanowany Kościół w Palermo

Witajcie Kochani! Dzisiaj, postanowiłam, że napiszę Wam o ciekawym miejscu położonym w Palermo, w arabskiej dzielnicy Kalsa. Kiedy tam dotarłam po raz pierwszy, przyznaję, że zaniemówiłam! Przede mną zobaczyłam kościół Santa Maria dello Spasimo, ale to co mi odjęło mowę, to był kompletny brak dachu! Tak, tak patrząc w górę było widać niebo! Jednak, nie myślcie, że to pozostałość po II Wojnie Światowej lub sprawka trzęsienia ziemi, nic bardziej mylnego! Moi Mili, powód jest prosty – dach w tym kościele nigdy nie został wybudowany!

Historycznie, musimy się cofnąć do 1509 roku. Wówczas to jeden z prawników Palermo, wybrał się do Ziemi Świętej. Tam, w Jerozolimie, urzekł go swoim pięknem Kościół Matki Bożej Bolesnej. Wróciwszy do Palermo zadecydował oddać część swoich terenów ojcom Monte Oliveto. Tereny te miały zostać przeznaczone pod budowę kościoła zwanego Santa Maria dello Spasimo na cześć Maryji Bolesnej. Oprócz samego kościoła, miały również powstać klasztor, dzwonnica, plebania, cmentarz i niewielki ogród. Według projektu całość prac była przewidziana na 6 lat, jednak ten termin nie został dochowany.

W 1537 roku, informacja o możliwym najeździe tureckim, zapoczątkowała szybkie umacnianie wszystkich murów i bram obronnych miasta. W związku z tym, że nieskończona budowla kościoła znajdowała się blisko jednej z bram wjazdowych, ówczesne władze zdecydowały o integracji niektórych murów kościoła z murami obronnymi a mieszkający tam Ojcowie zostali zmuszeni do poszukania sobie innego miejsca.

W ciągu stuleci, sprofanowany kościół był używany na wiele sposobów: jako teatr, lazaret, hospicjum czy szpital. Po II Wojnie Światowej służył także jako magazyn ocalonych dzieł sztuki. W 1988 roku, kościół został kompletnie opuszczony.

W końcu, po wielu latach rekonstrukcji, w 1995 roku, został znowu oddany do użytku publicznego. Obecnie, kościół wraz z przylegającymi do niego budynkami, stanowi siedzibę organizacji Brass promującej sycylijski jazz. Znajdują się tutaj również Muzeum Jazz’u oraz muzyczna szkoła jazz’u.

Wszystkim gotowym aby zobaczyć to cudo, podaję adres:  Palermo, Piazza Carlo Maria Ventimiglia 13. Kompleks jest czynny od wtorku do niedzieli  w godzinach: 9.30 – 18.00. Uwaga: w poniedziałek  obiekt jest zamknięty.

Do następnego!

11 listopada na Sycylii

11 listopada na Sycylii

 

Cześć Kochani! Oprócz Dnia Niepodległości naszego Kraju obchodzimy także dzisiaj imieniny Marcina. SERDECZNE ŻYCZENIA DLA WSZYSTKICH MARCINÓW!

Także i na Sycylii ten dzień należy do Marcinów, chociaż jest on zupełnie inaczej obchodzony 🙂 Należy przede wszystkim podkreślić fakt, że dzień 11 listopada rozpoczyna tzw. Estate di San Martino, czyli babie lato oraz otwarcie butelek i beczek z młodym winem!:) Jednak zacznę od początku, bo ciekawostek związanych z tym dniem jest niemiara!! 🙂

Zaczniemy od samego patrona. Źródła z życia św. Marcina podają, że, zanim stał się świętym, był synem oficera armii rzymskiej. Mając 17 lat stał się rzymskim legionistą. W 338 roku Marcin został przeniesiony wraz ze swoim garnizonem do Galii, do miasta Amiens. To właśnie tutaj, podczas zimy, na swojej drodze, spotkał półnagiego żebraka, któremu oddał połowę swojej wojskowej opończy (płaszcza). Tego dnia zza chmur wyjrzało tak silne słońce, że śnieg stopniał a powietrze stało się ciepłe. W nocy, po tym zdarzeniu, św. Marcinowi przyśnił się Chrystus przyodziany w jego płaszcz, który mówił do Aniołów: Patrzcie jak mnie Marcin, nieochrzczony żołnierz rzymski, przyodział. Ten sen był początkiem wielkich zmian w życiu św. Marcina, który przyjął chrzest i zaczął ewangelizować.

Poza powyższymi faktami z życia św. Marcina, warto abym dodała, że na Sycylii, podobnie jak w Polsce, listopad należy do miesięcy raczej chłodnych i deszczowych jednak w dniach poprzedzających dzień  11 listopada i tych występujących po nich przychodzi babie lato św. Marcina, zwane Estate di San Martino. Legenda głosi, że te cieplejsze dni potwierdzają zmianę pogody jaka nastąpiła po szlachetnym geście św. Marcina wobec żebraka.

Kochani, dodatkowo dzień San Martino, jak wspomniałam powyżej, to dzień tzw. svinatura, czyli otwarcia i ściągnięcia młodego wina z beczek i butelek 🙂 Jak się domyślacie, w tym dniu nie brakuje otwartych kantyn, w których możecie degustować młode wina. Dodatkowo, w niektórych regionach Sycylii jest zwyczaj zabijania prosiaka, z którego przyrządzane się szynki, kiełbasy i salami. Podczas pieczenia wyroby mięsne polewa się właśnie młodym winem.

Warto jeszcze dodać, że to właśnie św. Marcin jest patronem oberżystów i pijaków.

Co ciekawe, według starej tradycji, dzień św. Marcina był świętowany w dwóch datach – 11 listopada – to data, w której na świętowanie mogli sobie pozwolić bogaci i pierwsza niedziela występująca po 11 listopada – data, w której świętowali biedni. Jak się domyślacie u bogatych młode wino lało się strumieniami przy suto zastawionych stołach, zaś biedni tego dnia jedli tzw. biscotto di San Martino, czyli ciastko (suchar) św. Marcina. Ciastko, faktycznie podobne do sucharka, moczyli w młodym, korzennym winie, które dzięki specjalnej fermentacji miało słodki smak. I tutaj mam dla Was niespodziankę! O ile sama tradycja podziału na bogatych i biednych przeszła już do lamusa, o tyle biscotto di San Martino, jest pieczone przez cukiernie do tej pory, właśnie na dzień 11 listopada 🙂 Jadłam… i polecam! chociaż jednocześnie przyznaję, że zęby trzeba mieć mocne! Zaś słodkie korzenne wino z tym sucharkiem jest to przysmak pierwsza klasa!

I na zakończenie jeszcze jedna ciekawostka, która ma miejsce w Palazzo Adriano, malutkiej miejscowości, w prowincji Palermo. Tutaj, do dnia dzisiejszego, ma miejsce stary zwyczaj, podczas którego rodziny pary nowożeńców, biorą na siebie wszystkie wydatki związane z wyposażeniem domu młodych oraz z zakupami żywnościowymi na cały rok! Wyobrażacie sobie? Dodatkowo tradycja przewiduje, że rodzice pana młodego podarują młodym u quadaruni, czyli wielki miedziowy gar, natomiast rodzice panny młodej – il braciere, tj. piec (koksownik) aby ogrzać dom w miesiącach najbardziej chłodnych. Ale, moi Drodzy, to nie wszystko! Aby życzenia na nowej drodze życia się sprawdziły nie może zabraknąć prezentu także od gminy miasteczka! 🙂 🙂

Cóż Kochani, przyznacie sami, że Św. Marcin na Sycylii to, jak to mówi przysłowie: tanto buon cibo, ottimo vino e il bel tempo estivo all’improvviso, czyli dużo dobrego jedzenia, świetne wino i wraz z niespodziewanie piękną wakacyjną pogodą 🙂     

Do następnego! 

 

Ciastka Św. Marcina

Ciastka Św. Marcina  (Biscotti di San Martino)

 

Cześć Kochani 🙂 Przed nami 11 listopada, który jest dniem św. Marcina. Jak się domyślacie, tak samo jak dzień św. Józefa, o którym wspomniałam o tutaj także i ten ma swoje wypieki, zwane biscotti di San Martino. Ciasto na te ciasteczka przygotowuje się na bazie ciasta drożdżowego, do którego dodaje się nasionka anyżku i cynamon. Biscotti di San Martino występują w 3 różnych formach, zwanych tricotto (3 razy pieczone), rasco i biscotto decorato 🙂

Pierwsza z nich – tricotto, którego cechą charakterystyczną jest ciasto pieczone 3 razy! Ma formę ciemno brązowego ślimaczka. Ciastko jest twarde, praktycznie, trudne do ugryzienia. Dlatego ten rodzaj biscotto serwuje się ze słodkim winem, typu np. marsala. Wino to służy do namoczenia ciastka i dopiero potem gryziemy 🙂 Poniżej, znajdziecie przepis na jego wykonanie 🙂

Rasco natomiast, pomimo że jest przygotowywane z tego samego ciasta, ma formę okrągłej bułeczki. Główna różnica pomiędzy tricotto i rasco tkwi w metodzie pieczenia – w tym przypadku ciastka piecze się w sposób tradycyjny, tylko raz, co powoduje, że biscotto jest miękkie. Po upieczeniu, górną część się odcina (typu kapelusik), wydrąża środek i napełnia słodką ricottą. Tak wypełnione ciastko się zamyka wcześniej odciętym kawałkiem. Przed podaniem, posypuje się cukrem pudrem.

Ostatni rodzaj – biscotto decorato, czyli udekorowane ciastko, jest najwyższym stopieniem zaawansowania w pieczeniu biscotti di San Martino.  Same ciastka wypieka się tak samo jak rasco z tą różnicą, że przecina się je po środku (typu kanapka), nasącza rumem i następnie kładzie konfiturę z cedru. Obie części się załącza i całość polewa lukrem ze wszystkich stron, otrzymując białą kulkę. Kiedy lukier wyschnie całość jest dekorowana na różne sposoby.

Kochani, jak wspomniałam na początku, poniżej podaję przepis na biscotti di San Martino, wersja tricotto.

Potrzebować będziemy:

  • 500 gr mąki pszennej
  • 25 gr drożdży
  • 150 gr cukru kryształu
  • 100 gr smalcu (miękki, nie z lodówki!)
  • 20 gr nasionek anyżku
  • 4 gr soli
  • 1/2 łyżeczki cynamonu w proszku
  • ciepła woda, mniej więcej około 150 ml

Do dzieła:

  1. Droższe rozpuszczamy w 50 gr ciepłej wodzie (nie gorącej! bo się zaparzą) i dodajemy 50 gr mąki. Po dodaniu mąki i wymieszaniu całości masa powinna być lepka. Całość przykrywamy czystą ściereczką i odkładamy do momentu kiedy nasza masa dwukrotnie powiększy objętość.
  2. W międzyczasie przesiewamy mąkę, do której dodajemy resztę składników, czyli cukier, smalec, nasionka anyżku, szczyptę soli i cynamon. Całość mieszamy.
  3. Kiedy nasza masa zawierająca droższe będzie wyrośnięta, dodajemy ją do reszty składników, jednocześnie, po troszku, dodając wody.
  4. Wyrabiamy całość, aby otrzymać jednolitą kulkę ciasta, które w konsystencji powinno być troszkę lepkie.
  5. Ciasto umieszczamy w misce i przykrywamy czystą ściereczką aby urosło. Zazwyczaj ciasto potrzebuje 30-40 min aby wyrosnąć. Należy pamiętać, aby wcześniej miskę podsypać troszkę mąką.
  6. Następnie wyrośnięte ciasto dzielimy na 30 kawałków (mniej więcej po 30 gr każdy), które rolujemy w wężyki, aby następnie zawinąć w ślimaczki.
  7. Przygotowane ślimaczki odkładamy na bok, najlepiej w ciepłym miejscu, celem wyrośnięcia.
  8. Kiedy ślimaczki powiększą dwukrotnie objętość wkładamy je do piekarnika nagrzanego do 200C i pieczemy przez 15 min.
  9. Następnie wyjmujemy je z piekarnika, obniżamy jego temperaturę do 160C (oczywiście zanim temperatura opadnie nasze ślimaczki się nieco ostudzą, tak właśnie ma być!) i ponownie je wkładamy na 15 min.
  10. Następnie wyjmujemy je z piekarnika, obniżamy jego temperaturę do 150C, i ponownie je wkładamy pozostawiając uchylone drzwiczki piekarnika. W ten sposób pieczemy przez kolejnych 10/15 minut pilnując jednocześnie aby nie zrobiły się zbyt ciemne.
  11. Po tym czasie je wyjmujemy i studzimy.

Kochani, jak się już domyślacie, nazwa ciastka wzięła się od metody pieczenia 🙂
Trzy razy! 🙂

 

Smacznego! 🙂  Dajcie znać jak Wam poszło!

 

Chleb świętojański – co to takiego?

Co ma wspólnego chleb świętojański (karob) z karatem?

 

Cześć Moi Mili! Podczas jednej z ostatnich moich podróży po Sycylii zostałam obdarowana przez miłego Sycylijczyka karobem, znanym w Polsce pod nazwą chleba świętojańskiego. To ciekawy owoc, przypominający ogromną, bo około 20 cm fasolkę koloru brązowego, której szerokość dochodzi do 2 cm. Pochodzi z drzewa, które występuje dziko na Sycylii i nazywa się szarańczyn strąkowy. Z tego co udało mi się dowiedzieć, liście tego drzewa opadają tylko jeden raz na dwa lata! i to do tego w lipcu!

Jednym z najbardziej znanych przez nas produktów otrzymywanych z owoców szarańczynu jest mąka, tzw. mączka chleba świętojańskiego, którą my, czytając etykiety różnych produktów, znajdujemy pod nazwą guma karobowa lub jako symbol E410. Mączka ta, w przemyśle przemysłowym, kosmetycznym czy papierniczym służy jako naturalny zagęszczacz, ponieważ okazuje się, że jedną z naturalnych właściwości jaką posiada karob to jego chłonność –  jest w stanie wchłonąć od 50 do 100 razy więcej wody niż sam waży!

Kochani jak owoc to owoc zatem ugryzłam, a w zasadzie przełamałam. Do czego bym Wam porównać ten smak? – trochę do słodkiego kakao a trochę do czekolady.
I rzeczywiście, w przemyśle cukierniczym karob jest używany jako substytut czekolady, głównie dzięki niewielkiej zawartości tłuszczu, właściwości hipoalergicznych oraz braku kofeiny. Chleb świętojański zawiera w sobie około 50% cukrów, dlatego w czasach gdy burak cukrowy ani trzcina cukrowa nie były tak bardzo rozpowszechnione służył jako źródło cukru. Obecnie, z karobu wyciskany jest syrop służący dodatek do wyrobu napojów alkoholowych.

Ciekawostką jest, że w przeszłości nasiona karobu, ze względu na swoją stałą masę około 200 mg były uznawane za jednostkę miary! Co więcej – na pewno wszyscy z Was ją znają, bo w czasach współczesnych  jednostka ta zwana jest karat! Kochani, to słowo wywodzi się z języka greckiego, keration, które właśnie oznacza karob! Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek! Badacze Pisma Świętego, a przede wszystkim specjaliści od roślin biblijnych, potwierdzili, że o karobie wspomina także Przypowieść o synu marnotrawnym. Z przedstawionego tam opisu wynika, że kiedy rozrzutny syn był głodny żywił się strąkami, które w domyśle oznaczały strąki karobu.  Uwierzycie!? A pomyśleć tylko… że to tylko taka większa fasolka!

Do następnego!

 

 

La frutta martorana – 01 listopada

La frutta martorana – symbol dnia 01 listopada na Sycylii

 

Cześć Kochani  🙂 Nie wiem, czy komuś z Was udało się dotrzeć na Sycylię tuż przed dniem Wszystkich Świętych kiedy to cukiernie przyciągają przechodniów barwami całej tęczy! W tym czasie nie sposób przejść obojętnie obok cukierni, z której wydobywa się zapach świeżego marcepanu, a oczom ukazują się różnorodne owoce i warzywa (tak w cukierni! :)), zwane la frutta martorana.

La frutta martorana nie bez przyczyny pojawia się w okolicach dnia Wszystkich Świętych jest bowiem uznawana przez Sycylijczyków za smakołyk zmarłych. W przeszłości, aby nieco zaangażować dzieci w uroczystości tego dnia mówiono im, że właśnie 01 listopada zmarli wracają na ziemię przynosząc im słodycze w postaci cukierków, la frutta martorana lub pupi di zucchero (małe figurki przeróżnych osób z cukru). W ten sposób chciano aby najmłodszym pozostało dobre wspomnienie o zmarłych członkach ich rodzin.

Ale zapytacie jak to się stało, że właśnie la frutta martorana obchodzi swoje święto w dniu 01 listopada? Aby poznać jakie były początki tych marcepanowych pyszności musimy się cofnąć do około 1143 roku, kiedy to Sycylia była pod panowaniem normandzkim. Wówczas właśnie, w klasztorze przy kościele Santa Maria dell’Ammiraglio w Palermo, zwanym również kościołem Martorana zakonnice założyły ogród owocowo-warzywny. Z czasem, w Palermo, rozniosła się wieść, że ten skrawek ziemi pieczołowicie pielęgnowany i doglądany stał się najpiękniejszym ogrodem w Palermo. Fakt ten dotarł także i do uszu ówczesnego biskupa, który wykorzystując swój status przełożonego sióstr zawiadomił je o swojej wizycie chcąc przede wszystkim zobaczyć sławny ogród. Niestety wizyta ta, miała się odbyć w pierwszych dniach listopada, w czasie kiedy to prawie wszystkie owoce i warzywa już się  pokończyły, ogród zaś wyglądał szaro i ponuro.

Moi Mili, ale zakonnice okazały się sprytne! Szybko zadecydowały, że brakujące owoce i warzywa zrobią z marcepanu i pokolorują je w ten sposób aby wyglądały jak najbardziej naturalnie. Następnie  zawieszą je na drzewach oraz porozkładają je na grządkach aby przypominały te prawdziwe. W ten oto sposób przyozdobiły najpiękniejszy ogród w Palermo 🙂 i zupełnie przez przypadek, zainicjowały przygotowywania la frutta martorana w okolicach dnia Wszystkich Świętych! 🙂

Kochani, na koniec dodam, że nawet Wy we własnych domach możecie przygotować marcepanowe pyszności. Potrzebne Wam będę do tego mąka migdałowa, cukier puder, woda i wanilia. Następnie wystarczy, że rozpuście cukier puder w wodzie z dodatkiem aromatu waniliowego. Kiedy woda wchłonie cukier dodajcie mąkę i wszystko razem wymieszajcie. W ten sposób otrzymacie lepką masę, którą należy przełożyć na stolnicę oprószoną cukrem pudrem i wyrabiać do momentu otrzymania stałej konsystencji, co jakiś czas podsypując cukrem pudrem. Będzie słodkie! OOO TAK! Po otrzymaniu właściwej konsystencji odłóżcie wszystko na co najmniej 1 godz. aby masa nieco stwardniała. Po tym czasie, przy zastosowaniu foremek (wybierzcie jakie chcecie) wyciskajcie z masy przeróżne kształty, które następnie pozostawcie do wyschnięcia na 24 godz.  Po tym czasie Wasze marcepanki będą gotowe aby je pokolorować barwnikami spożywczymi 🙂

Dobrej zabawy!