Festiwal kwitnących drzew migdałowych w Agrigento (Sagra del Mandrolo in Fiore)

Festiwal kwitnących drzew migdałowych w Agrigento (Sagra del Mandrolo in Fiore)

Ciao Wszystkim! Nie wiem jak Wy, ale ja już wypatruję wiosny! Już po prostu nie mogę się jej doczekać tak bardzo, że postanowiłam pojechać do Agrigento na festiwal kwitnących drzew migdałowych! 🙂 Ponoć właśnie on i kwitnące drzewa migdałowców są pierwszymi zwiastunami wiosny… ale przecież nie tylko!

Korzenie festiwalu sięgają 1934 roku. Wówczas po raz pierwszy w Naro, malutkiej miejscowości niedaleko Agrigento, ówczesny hrabia Alfonso Gaetani zamarzył aby typowe produkty sycylijskie stały się bardziej rozpoznawalne. Pomysł hrabiego bardzo się spodobał mieszkańcom nie tylko samego Naro ale także i innych okolicznych miejscowości. I tak oto właśnie, w okresie kiedy zaczynają kwitnąć drzewa migdałowców, w Naro odbyła się pierwszy festiwal typowych produktów sycylijskich. Święto to przyjęło nazwę Sagra del Mandrolo in Fiore (od kwitnących drzew migłdowych). W 1937 roku festiwal został przeniesiony z Naro do Agrigento. Tutaj, za wyjątkiem okresu II wojny światowej, odbywa się do tej pory.

Warto podkreślić, że wraz z płynącym czasem festiwal zmienił nieco swój charakter – obok degustacji typowo sycylijskich produktów oraz możliwości ich kupna – stał się międzynarodową imprezą folklorystyczną. Jej hasłem przewodnim jest pokój i braterstwo wśród narodów całego świata. Popularność festiwalu z czasem stała się tak duża, że obecnie biorą w nim udział zespoły folklorystyczne z całego świata. Prezentują nie tylko swoje stroje ale także tradycjonalne tańce i śpiewy. W tym roku w festiwalu brały udział następujące Państwa: Hiszpania (2 zespoły reprezentujące 2 różne regiony Hiszpanii), Tajlandia, Holandia, Bułgaria, Filipiny, Słowacja i Węgry.

Całość festiwalu trwa około tygodnia i zawsze kończy się paradą wozów sycylijskich-carretto siciliano (więcej o nich tutaj), która wychodzi z miasta Agrigento aby na koniec dotrzeć do Valle dei Templi (więcej o strefie arhceologicznej Agrigento tutaj). Ostateczny pokaz odbywa się u stóp Tempio della Concordia, czyli Świątyni Zgody. Przy Tempio di Eracle wręczana jest natomiast nagroda główna dla najlepszego zespołu folklorystycznego pod względem ubioru, śpiewu i tańca, zwana Tempio d’Oro.

Piaszczyste plaże Favignana

Plaże Favignana – dla kochających złoty piasek

Witajcie! Jak pamiętacie, jakiś czas temu pisałam Wam o raju na ziemi, jakim jest Favignana. Wówczas wspomniałam tylko o samej miejscowości. Dla wszystkich, którzy przeoczyli ten artykuł zachęcam do zajrzenia tutaj. Dzisiaj, dalszy ciąg o tym raju na ziemi, jednak z punktu widzenia tamtejszych plaż. Przecież, myśląc o wypoczynku na Favignana nastawiamy się przede wszystkim na kąpiele w morzu i plażowanie, prawda?

Kochani, plaże na Favignana to przede wszystkim wielka różnorodność dzięki, której każdy z Was znajdzie coś dla siebie, od plaż piaszczystych po te kamieniste; z łagodnym zejściem do wody i te, aby zejść do wody, trzeba do niej wskoczyć; te spokojne, prawie bezludne i te z towarzystwem innych plażowiczów; znajdziecie wśród plaż także te, których wody odkryją przed Wami niesamowity świat podwodny oraz te, dzięki którym będziecie mogli zobaczyć podwodne jaskinie… Jest w czym wybierać!

Tutaj opiszę Wam niektóre z plaż piaszczystych. Trzeba dodać, że na całej Favignana jest ich niewiele, dlatego często są one mocno zatłoczone (w szczególności w sezonie).

Do pierwszej z nich należy Cala Azzurra czyli Błękitna Zatoka.
Otoczona jest ona niewielkim klifem, przez co nie znajdziecie tam zbyt wiele miejsca do typowego plażowania z parasolem lub parawanem! Ręczniki i rzeczy osobiste zostawia się na skałach. Proponuję abyście zawitali na plażę raczej wcześnie rankiem, aby znaleźć skałę płaską i w miarę dużą, z dobrym zejściem do morza. Plaża jest świetna dla osób, które lubią spokojne zejście do morza lub tych, które uwielbiają kąpiele słoneczne przy jednoczesnym spokojnym i chłodnym falowaniu morza. Poleciłabym ją także rodzinom z dziećmi jednak z dwoma uwagami: plażowanie i kąpiel musiałyby się odbyć w godzinach porannych lub popołudniowych kiedy słońce nie jest takie silne (plaża nie jest osłonięta od słońca) oraz minimalny wiek dzieci to około 5 lub 6 lat. Najbliższy bar, w którym można kupić wodę, soki, piwo czy w porze obiadu coś zjeść znajduje się przy ulicy, przy której jest zejście na plażę.

Drugą plażą jest Lido Burrone.
Kochani, to plaża, która przypomina, w piękne dni wakacyjne, nasz polski Bałtyk. Plaża jest pełna złoto – jasnego drobniutkiego piasku, z której wchodzi się do krystalicznie czystej wody. Samo zejście do wody jest bardzo łagodne. Plaża wyposażona jest w leżaki i parasole, które można wynająć. Na plaży znajduje się również bar serwujący zarówno obiady jak i kolacje. W barze można również kupić wodę, soki czy piwo. Proponuję Wam przybyć na plażę wcześniej aby znaleźć jeszcze wolny leżak:) W sezonie, plaża jest bardzo zatłoczona. To miejsce, polecam przede wszystkim rodzinom z małymi dziećmi oraz osobom uwielbiającym kąpiele słoneczne na leżaku wraz z książką w ręku.

Kolejną piaszczystą plażą jest La Praia położona w Favignana, dokładnie przy Muzeum Przetwórni Tuńczyka Florio.
Jest plażą miejską, a więc może być super rozwiązaniem dla tych osób, które chcą wykąpać się w morzu i opalić bez tracenia czasu na dojazd na inną z plaż. Na plaży jest możliwość wynajęcia leżaka i parasola. Zejście do wody jest łagodne. Tuż przy plaży jest bar, w którym można kupić napoje lub zjeść lekką przekąskę. To miejsce, z całym przekonaniem, można polecić rodzinom z dziećmi.

Moi Mili, już teraz zapraszam Was na kolejny wpis o plażach Favingana dla wszystkich ceniących obcowanie z naturą i spokój podczas swoich wakacji.

Do następnego!

Campofelice di Roccella

Campofelice di Roccella – jedna z bram do Parku Przyrody Le Madonie

Witajcie Moi Mili 🙂 Trochę za słuszną namową, trochę z osobistych pobudek postanowiłam Wam napisać nieco więcej o miejscu, w którym mieszkam. Nazywa się ono Campofelice di Roccella i znajduje się około 14 km od słynnego miasteczka Cefalu’, które wpisane jest na listę zabytków UNESCO. Pierwszy człon nazwy, tj. Campofelice, w dosłownym tłumaczeniu, oznacza szczęśliwe pole 🙂 Sama miejscowość jest malutka, położona na wzgórzu, zwrócona w kierunku morza. W przeszłości mieszkańcy tej miejscowości trudnili się przede wszystkim rolnictwem oraz sadownictwem. Okolica ta była znana z gai oliwnych, sadów cytrynowych i pomarańczowych. Szeroki dostęp do morza i postępująca urbanizacja spowodowały, że sady i gaje zostały wycięte, a przy linii brzegowej pojawiły się domki i wille.

Historycznie, pierwsze informacje o miejscowości sięgają XII w. kiedy to, blisko linii brzegowej, przy ujściu niewielkiej rzeczki Roccella, powstała osada złożona z kilku domostw. W XIV w. wybudowano w niej zamek i z czasem nazwano ją Casale di Roccella. Do dzisiaj jedyną pozostałością po osadzie jest wieża, znajdująca się opodal plaży Campofelice. W tym miejscu warto dodać, że plaża ta jest piaszczysta i należy do jednej z najdłuższych w tej okolicy.

Co oprócz wieży można zobaczyć w samym miasteczku? Pierwsza odpowiedź jaka mi się nasuwa kiedy myślę o Campofelice, jest to przepiękna panorama z miejskiego tarasu z widokiem na morze. Polecam się tam wybrać tuż przed zachodem słońca z aparatem w ręku… Zdjęcia i wrażenia z samego zachodu niezapomniane 🙂 Warto też dojść do placu, przy którym znajduje się XIX wieczny Kościół pod wezwaniem. Św. Rozalii i zatrzymać się jednej z kawiarni aby poczuć typowo sycylijską atmosferę.

Ponadto, już na koniec, nie należy zapomnieć, że Campofelice di Roccella znajduje się przy jednym z większych i najwyższej położonych na Sycylii Parków Przyrody Le Madonie do odwiedzenia, którego gorąco Was zapraszam. O samym parku, na pewno zaś, napiszę oddzielny artykuł.

Do następnego!

Zamek św. Katarzyny

Zamek św. Katarzyny  na Favignana

Witajcie 🙂 Wspomniany w tytule zamek św. Katarzyny, Il Castello di Santa Caterina znajduje się na górze o takiej samej nazwie, która położona jest na Favignana, jednej z Wysp Egadzkich. Wpływając do portu w Favignana, nie można go nie zauważyć. Zamek, obecnie w rękach państwa, został wybudowany w miejscu jednej z wież wyspy, około IX w. W tamtym okresie takich wież było trzy i należały one do saraceńskich fortyfikacji obronnych.

Podczas dominacji na Sycylii Normanów, a następnie Andegawenów i Aragonów zamek przechodził z rąk do rąk kolejnych rodzin z Trapani. Podczas panowania Burbonów zamek stał się więzieniem dla skazańców politycznych. Dlatego postrzegany jest w historii Włoch jako symbol walki o wolność i zjednoczenie.

Według źródeł historycznych, zamek który możemy oglądać do dzisiaj, pochodzi z około XVI-XVII w. Został on wybudowany z kamienia wapiennego na bazie prostokąta. Składał się on z parteru, wydrążonego w skale, gdzie byli przetrzymywani więźniowie oraz pierwszego piętra przeznaczonego na biura i pokoje dla żołnierzy. W środku znajdowała się także mała kapliczka pod wezw. Św. Katarzyny. Przypuszcza się, że to właśnie stąd wzięła się zarówno nazwa góry jak i zamku.

Kochani, na zakończenie, dodam, że na zamek prowadzi kamienna ścieżka. Wejście, w wolnym tempie zajmuje około 40 min. Warto tam wejść przed zachodem słońca z dwóch powodów: 1) wejście nie jest osłonięte od słońca , 2) zachód słońca z tamtego miejsca da Wam niezapomniane wspomnienie 🙂 I jeszcze jedna ważna informacja: wchodząc tam przed zachodem słońca weźcie ze sobą latarki (telefon), ponieważ kamienna ścieżka tylko w części jest oświetlona.

Do następnego!

11 listopada na Sycylii

11 listopada na Sycylii

 

Cześć Kochani! Oprócz Dnia Niepodległości naszego Kraju obchodzimy także dzisiaj imieniny Marcina. SERDECZNE ŻYCZENIA DLA WSZYSTKICH MARCINÓW!

Także i na Sycylii ten dzień należy do Marcinów, chociaż jest on zupełnie inaczej obchodzony 🙂 Należy przede wszystkim podkreślić fakt, że dzień 11 listopada rozpoczyna tzw. Estate di San Martino, czyli babie lato oraz otwarcie butelek i beczek z młodym winem!:) Jednak zacznę od początku, bo ciekawostek związanych z tym dniem jest niemiara!! 🙂

Zaczniemy od samego patrona. Źródła z życia św. Marcina podają, że, zanim stał się świętym, był synem oficera armii rzymskiej. Mając 17 lat stał się rzymskim legionistą. W 338 roku Marcin został przeniesiony wraz ze swoim garnizonem do Galii, do miasta Amiens. To właśnie tutaj, podczas zimy, na swojej drodze, spotkał półnagiego żebraka, któremu oddał połowę swojej wojskowej opończy (płaszcza). Tego dnia zza chmur wyjrzało tak silne słońce, że śnieg stopniał a powietrze stało się ciepłe. W nocy, po tym zdarzeniu, św. Marcinowi przyśnił się Chrystus przyodziany w jego płaszcz, który mówił do Aniołów: Patrzcie jak mnie Marcin, nieochrzczony żołnierz rzymski, przyodział. Ten sen był początkiem wielkich zmian w życiu św. Marcina, który przyjął chrzest i zaczął ewangelizować.

Poza powyższymi faktami z życia św. Marcina, warto abym dodała, że na Sycylii, podobnie jak w Polsce, listopad należy do miesięcy raczej chłodnych i deszczowych jednak w dniach poprzedzających dzień  11 listopada i tych występujących po nich przychodzi babie lato św. Marcina, zwane Estate di San Martino. Legenda głosi, że te cieplejsze dni potwierdzają zmianę pogody jaka nastąpiła po szlachetnym geście św. Marcina wobec żebraka.

Kochani, dodatkowo dzień San Martino, jak wspomniałam powyżej, to dzień tzw. svinatura, czyli otwarcia i ściągnięcia młodego wina z beczek i butelek 🙂 Jak się domyślacie, w tym dniu nie brakuje otwartych kantyn, w których możecie degustować młode wina. Dodatkowo, w niektórych regionach Sycylii jest zwyczaj zabijania prosiaka, z którego przyrządzane się szynki, kiełbasy i salami. Podczas pieczenia wyroby mięsne polewa się właśnie młodym winem.

Warto jeszcze dodać, że to właśnie św. Marcin jest patronem oberżystów i pijaków.

Co ciekawe, według starej tradycji, dzień św. Marcina był świętowany w dwóch datach – 11 listopada – to data, w której na świętowanie mogli sobie pozwolić bogaci i pierwsza niedziela występująca po 11 listopada – data, w której świętowali biedni. Jak się domyślacie u bogatych młode wino lało się strumieniami przy suto zastawionych stołach, zaś biedni tego dnia jedli tzw. biscotto di San Martino, czyli ciastko (suchar) św. Marcina. Ciastko, faktycznie podobne do sucharka, moczyli w młodym, korzennym winie, które dzięki specjalnej fermentacji miało słodki smak. I tutaj mam dla Was niespodziankę! O ile sama tradycja podziału na bogatych i biednych przeszła już do lamusa, o tyle biscotto di San Martino, jest pieczone przez cukiernie do tej pory, właśnie na dzień 11 listopada 🙂 Jadłam… i polecam! chociaż jednocześnie przyznaję, że zęby trzeba mieć mocne! Zaś słodkie korzenne wino z tym sucharkiem jest to przysmak pierwsza klasa!

I na zakończenie jeszcze jedna ciekawostka, która ma miejsce w Palazzo Adriano, malutkiej miejscowości, w prowincji Palermo. Tutaj, do dnia dzisiejszego, ma miejsce stary zwyczaj, podczas którego rodziny pary nowożeńców, biorą na siebie wszystkie wydatki związane z wyposażeniem domu młodych oraz z zakupami żywnościowymi na cały rok! Wyobrażacie sobie? Dodatkowo tradycja przewiduje, że rodzice pana młodego podarują młodym u quadaruni, czyli wielki miedziowy gar, natomiast rodzice panny młodej – il braciere, tj. piec (koksownik) aby ogrzać dom w miesiącach najbardziej chłodnych. Ale, moi Drodzy, to nie wszystko! Aby życzenia na nowej drodze życia się sprawdziły nie może zabraknąć prezentu także od gminy miasteczka! 🙂 🙂

Cóż Kochani, przyznacie sami, że Św. Marcin na Sycylii to, jak to mówi przysłowie: tanto buon cibo, ottimo vino e il bel tempo estivo all’improvviso, czyli dużo dobrego jedzenia, świetne wino i wraz z niespodziewanie piękną wakacyjną pogodą 🙂     

Do następnego! 

 

Ciastka Św. Marcina

Ciastka Św. Marcina  (Biscotti di San Martino)

 

Cześć Kochani 🙂 Przed nami 11 listopada, który jest dniem św. Marcina. Jak się domyślacie, tak samo jak dzień św. Józefa, o którym wspomniałam o tutaj także i ten ma swoje wypieki, zwane biscotti di San Martino. Ciasto na te ciasteczka przygotowuje się na bazie ciasta drożdżowego, do którego dodaje się nasionka anyżku i cynamon. Biscotti di San Martino występują w 3 różnych formach, zwanych tricotto (3 razy pieczone), rasco i biscotto decorato 🙂

Pierwsza z nich – tricotto, którego cechą charakterystyczną jest ciasto pieczone 3 razy! Ma formę ciemno brązowego ślimaczka. Ciastko jest twarde, praktycznie, trudne do ugryzienia. Dlatego ten rodzaj biscotto serwuje się ze słodkim winem, typu np. marsala. Wino to służy do namoczenia ciastka i dopiero potem gryziemy 🙂 Poniżej, znajdziecie przepis na jego wykonanie 🙂

Rasco natomiast, pomimo że jest przygotowywane z tego samego ciasta, ma formę okrągłej bułeczki. Główna różnica pomiędzy tricotto i rasco tkwi w metodzie pieczenia – w tym przypadku ciastka piecze się w sposób tradycyjny, tylko raz, co powoduje, że biscotto jest miękkie. Po upieczeniu, górną część się odcina (typu kapelusik), wydrąża środek i napełnia słodką ricottą. Tak wypełnione ciastko się zamyka wcześniej odciętym kawałkiem. Przed podaniem, posypuje się cukrem pudrem.

Ostatni rodzaj – biscotto decorato, czyli udekorowane ciastko, jest najwyższym stopieniem zaawansowania w pieczeniu biscotti di San Martino.  Same ciastka wypieka się tak samo jak rasco z tą różnicą, że przecina się je po środku (typu kanapka), nasącza rumem i następnie kładzie konfiturę z cedru. Obie części się załącza i całość polewa lukrem ze wszystkich stron, otrzymując białą kulkę. Kiedy lukier wyschnie całość jest dekorowana na różne sposoby.

Kochani, jak wspomniałam na początku, poniżej podaję przepis na biscotti di San Martino, wersja tricotto.

Potrzebować będziemy:

  • 500 gr mąki pszennej
  • 25 gr drożdży
  • 150 gr cukru kryształu
  • 100 gr smalcu (miękki, nie z lodówki!)
  • 20 gr nasionek anyżku
  • 4 gr soli
  • 1/2 łyżeczki cynamonu w proszku
  • ciepła woda, mniej więcej około 150 ml

Do dzieła:

  1. Droższe rozpuszczamy w 50 gr ciepłej wodzie (nie gorącej! bo się zaparzą) i dodajemy 50 gr mąki. Po dodaniu mąki i wymieszaniu całości masa powinna być lepka. Całość przykrywamy czystą ściereczką i odkładamy do momentu kiedy nasza masa dwukrotnie powiększy objętość.
  2. W międzyczasie przesiewamy mąkę, do której dodajemy resztę składników, czyli cukier, smalec, nasionka anyżku, szczyptę soli i cynamon. Całość mieszamy.
  3. Kiedy nasza masa zawierająca droższe będzie wyrośnięta, dodajemy ją do reszty składników, jednocześnie, po troszku, dodając wody.
  4. Wyrabiamy całość, aby otrzymać jednolitą kulkę ciasta, które w konsystencji powinno być troszkę lepkie.
  5. Ciasto umieszczamy w misce i przykrywamy czystą ściereczką aby urosło. Zazwyczaj ciasto potrzebuje 30-40 min aby wyrosnąć. Należy pamiętać, aby wcześniej miskę podsypać troszkę mąką.
  6. Następnie wyrośnięte ciasto dzielimy na 30 kawałków (mniej więcej po 30 gr każdy), które rolujemy w wężyki, aby następnie zawinąć w ślimaczki.
  7. Przygotowane ślimaczki odkładamy na bok, najlepiej w ciepłym miejscu, celem wyrośnięcia.
  8. Kiedy ślimaczki powiększą dwukrotnie objętość wkładamy je do piekarnika nagrzanego do 200C i pieczemy przez 15 min.
  9. Następnie wyjmujemy je z piekarnika, obniżamy jego temperaturę do 160C (oczywiście zanim temperatura opadnie nasze ślimaczki się nieco ostudzą, tak właśnie ma być!) i ponownie je wkładamy na 15 min.
  10. Następnie wyjmujemy je z piekarnika, obniżamy jego temperaturę do 150C, i ponownie je wkładamy pozostawiając uchylone drzwiczki piekarnika. W ten sposób pieczemy przez kolejnych 10/15 minut pilnując jednocześnie aby nie zrobiły się zbyt ciemne.
  11. Po tym czasie je wyjmujemy i studzimy.

Kochani, jak się już domyślacie, nazwa ciastka wzięła się od metody pieczenia 🙂
Trzy razy! 🙂

 

Smacznego! 🙂  Dajcie znać jak Wam poszło!

 

La frutta martorana – 01 listopada

La frutta martorana – symbol dnia 01 listopada na Sycylii

 

Cześć Kochani  🙂 Nie wiem, czy komuś z Was udało się dotrzeć na Sycylię tuż przed dniem Wszystkich Świętych kiedy to cukiernie przyciągają przechodniów barwami całej tęczy! W tym czasie nie sposób przejść obojętnie obok cukierni, z której wydobywa się zapach świeżego marcepanu, a oczom ukazują się różnorodne owoce i warzywa (tak w cukierni! :)), zwane la frutta martorana.

La frutta martorana nie bez przyczyny pojawia się w okolicach dnia Wszystkich Świętych jest bowiem uznawana przez Sycylijczyków za smakołyk zmarłych. W przeszłości, aby nieco zaangażować dzieci w uroczystości tego dnia mówiono im, że właśnie 01 listopada zmarli wracają na ziemię przynosząc im słodycze w postaci cukierków, la frutta martorana lub pupi di zucchero (małe figurki przeróżnych osób z cukru). W ten sposób chciano aby najmłodszym pozostało dobre wspomnienie o zmarłych członkach ich rodzin.

Ale zapytacie jak to się stało, że właśnie la frutta martorana obchodzi swoje święto w dniu 01 listopada? Aby poznać jakie były początki tych marcepanowych pyszności musimy się cofnąć do około 1143 roku, kiedy to Sycylia była pod panowaniem normandzkim. Wówczas właśnie, w klasztorze przy kościele Santa Maria dell’Ammiraglio w Palermo, zwanym również kościołem Martorana zakonnice założyły ogród owocowo-warzywny. Z czasem, w Palermo, rozniosła się wieść, że ten skrawek ziemi pieczołowicie pielęgnowany i doglądany stał się najpiękniejszym ogrodem w Palermo. Fakt ten dotarł także i do uszu ówczesnego biskupa, który wykorzystując swój status przełożonego sióstr zawiadomił je o swojej wizycie chcąc przede wszystkim zobaczyć sławny ogród. Niestety wizyta ta, miała się odbyć w pierwszych dniach listopada, w czasie kiedy to prawie wszystkie owoce i warzywa już się  pokończyły, ogród zaś wyglądał szaro i ponuro.

Moi Mili, ale zakonnice okazały się sprytne! Szybko zadecydowały, że brakujące owoce i warzywa zrobią z marcepanu i pokolorują je w ten sposób aby wyglądały jak najbardziej naturalnie. Następnie  zawieszą je na drzewach oraz porozkładają je na grządkach aby przypominały te prawdziwe. W ten oto sposób przyozdobiły najpiękniejszy ogród w Palermo 🙂 i zupełnie przez przypadek, zainicjowały przygotowywania la frutta martorana w okolicach dnia Wszystkich Świętych! 🙂

Kochani, na koniec dodam, że nawet Wy we własnych domach możecie przygotować marcepanowe pyszności. Potrzebne Wam będę do tego mąka migdałowa, cukier puder, woda i wanilia. Następnie wystarczy, że rozpuście cukier puder w wodzie z dodatkiem aromatu waniliowego. Kiedy woda wchłonie cukier dodajcie mąkę i wszystko razem wymieszajcie. W ten sposób otrzymacie lepką masę, którą należy przełożyć na stolnicę oprószoną cukrem pudrem i wyrabiać do momentu otrzymania stałej konsystencji, co jakiś czas podsypując cukrem pudrem. Będzie słodkie! OOO TAK! Po otrzymaniu właściwej konsystencji odłóżcie wszystko na co najmniej 1 godz. aby masa nieco stwardniała. Po tym czasie, przy zastosowaniu foremek (wybierzcie jakie chcecie) wyciskajcie z masy przeróżne kształty, które następnie pozostawcie do wyschnięcia na 24 godz.  Po tym czasie Wasze marcepanki będą gotowe aby je pokolorować barwnikami spożywczymi 🙂

Dobrej zabawy!

 

A.Toto – przestrzeń tożsamości w Sciacca

Angelo Toto i jego przestrzeń tożsamości w Sciacca 🙂

 

Witajcie Moi Mili, ciekawie brzmi tytuł dzisiejszego artykułu, prawda?
Podczas mojej wprawy do Sciacca przemierzając uliczkami tego portowego miasteczka odkryłam dziwne miejsce – na powierzchni niewielkiego terenu były rozłożone wielkie, bo praktycznie wysokości człowieka, maski – twarze w przeróżnych odcieniach i kolorach. Były na tyle duże, że mogły śmiało służyć za parkową ławeczkę 🙂

Jak się dowiedziałam to spazio dell’identita’, czyli przestrzeń tożsamości, stworzona przez miejscowego rzeźbiarza Angelo Toto. Autor tworząc tą niecodzienną strefę, niedaleko term w Sciacca, chciał tym samym stworzyć miejsce gdzie każdy z przechodzących mógłby przystanąć aby znaleźć swój kairos, tj. szczęśliwy przypadek, zwrotny moment w swoim życiu lub po prostu mieć czas na przemyślenie tego co nam umyka w zaganianej codzienności. Twarze mają odzwierciedlać nas samych w poszukiwaniu naszej autentyczności i tożsamości, a ich wielkość to metafora potrzeby dużej przestrzeni aby je odkryć i następnie rozwinąć.

Jak się domyślacie, ja też tam przystanęłam aby poczuć ten przypływ nowej energii i znaleźć własny kairos 🙂 Zachęcam Was również, jak odwiedzicie Sciacca, udajcie się do Spazio dell’Identita’ aby zobaczyć te niecodzienne miejsce i przystanąć w nim na chwilę. Mam nadzieję, że podczas relaksu na olbrzymich maskach zabłyśnie Wam myśl nadająca początek nowej ery w Waszym życiu.

Pozdrowienia!

 

Targ rybny w Sciacca

A może świeżą rybkę? – targ rybny w porcie Sciacca 🙂

 

Cześć Moi Mili! Uwielbiam ryby i owoce morza… do tego jeszcze kiedy je przyrządza mój Sycylijczyk 🙂 Mniam!
Na pewno nie zdziwicie się jak Wam napiszę, że będąc w Sciacca wybrałam się do portu, bo nie mogłam oprzeć się pokusie kupienia świeżej rybki 🙂

Port w Sciacca to głównie port rybny, otoczony dwoma molami wychodzącymi w morze. Jak się dowiedziałam flota portu złożona jest około z 450 przeróżnych łodzi , w tym około 130 z nich to statki typowo rybackie. Każdego roku rybacy z Sciacca wracają z morza z około 4000 ton różnego rodzaju ryb. Najlepiej  w tym regionie udają się połowy: sardynek, śledzi, sardeli, makreli oraz pałaszy ognistych. Wielkość połowów lokuje port w Sciacca na piątym miejscu spośród wszystkich na Sycylii.

Kochani, jednak oprócz tych, nazwijmy to danych statystycznych, port w Sciacca to przede wszystkim mieszanka zapachów ryb, morza i soli morskiej oraz harmider splątanych głosów nawołujących się rybaków z łodzi kończących pracę lub naprawiających sieci z głosami targujących – handlarzy i klientów, których od samego ranka jest pełno w porcie. To wszystko w oprawie skrzynek różnej wielkości wypełnionych po brzegi rybami i owocami morza. Ja chcę kupić tylko rybkę na obiad.. a tutaj restauratorzy i sklepikarze wymieniają dwa zdania, przekazuję pieniądze i … zabierają całe skrzynki… 🙂 Kupiłam!

Oddalam się z moją rybką i obserwuję port z dala, nieco z boku. Cały, wraz z przypłynięciem rybaków, zamienił się w jeden wielki targ rybny. Dodatkowo uroku nadaje cała sceneria wokół – turkusowe morze i niewielkie kolorowe domostwa rybackie:) Cóż za spektakl! A błyszcząca w słońcu świeża rybka jest jego główną bohaterką!

Do następnego!

 

Collesano – wyścigi indyków

Collesano – miejscowość słynna z wyścigu indyków (Paliu Du Pipiu) i nie tylko 🙂

Cześć Kochani! Na Sycylii, pomimo zbliżającej się jesieni, temperatury utrzymują się letnie, tj. około 25C. Chociaż lubię ciepło, jednak po pewnym czasie, szukam wytchnienia…i gdy nie widzę go w prognozach pogody spoglądam na otaczające mnie za oknem góry… Mogę w nich nie tylko odpocząć od wysokich temperatur, ale również zobaczyć coś ciekawego. Tym razem odkryłam Collesano – małe miasteczko, położone w Parku Przyrody Le Madonie, otoczone czterema wierzchołkami górskimi: Monte Castellano (1656 m.n.p.m.), Monte Cucullo (1311 m.n.p.m), Pizzo Giammarusa (1064 m.n.p.m) i Monte d’Oro (808 m.n.p.m.)

Już z daleka, widząc tą miejscowość, wciśniętą w krajobraz górski wiedziałam, że mi się spodoba. 🙂 Źródła historyczne podają, że pierwsza osada powstała około VII w. dokładnie na szczycie góry Monte d’Oro. Jednak podczas rządów Rogera II na Sycylii, ta właśnie osada, na jego rozkaz, została zniszczona i wybudowana nowa – w miejscu, w którym znajduje się do dzisiaj 🙂 Z biegiem wieków Collesano, zwane z początku Golisano, przechodziło z rąk do rąk kolejnych arystokratycznych rodzin sycylijskich – Ventimiglia, Centelles, Cardona, Aragona, Moncada.

Obecnie, oprócz małych uliczek, niesamowitych zabudowań, z których niektóre z pewnością pamiętają jeszcze XVIII i XIX w. warte do zobaczenia są:

– Bazylika św. Piotra (Chiesa Madre Basilica di San Pietro)- pochodzącą z XV w. Jej cechą charakterystyczną jest położenie – znajduje się ona obok starej wieży obronnej, która do 1912 r. pełniła funkcję dzwonnicy kościelnej. Na dodatkową uwagę zasługuje także wejście boczne do kościoła, nad którym zachowany został gotycki portal.

–  budynek gminy (Palazzo municipale) – który do 1869 roku był siedzibą zakonu dominikańskiego! Około 1882 roku został zrestaurowany celem wykorzystania go na biura gminy. Na uwagę zasługuje jego neogotycka fasada.

Poza powyższymi perełkami warto udać się do południowo-wschodniego Collesano aby zobaczyć ruiny średniowiecznego zamku, który został wybudowany podczas panowania Normanów na Sycylii, około XII w. Przez pokolenia należał do przeróżnych sycylijskich rodzin arystokrackich. W 1693 roku zamek został zniszczony przez trzęsienie ziemi, po którym nigdy nie został odbudowany. Jedynie niewielka jego część, do końca 1819 roku, była używana jako więzienie. Niestety nadejście kolejnego trzęsienia ziemi spowodowało jego totalną ruinę, jaką możemy zobaczyć obecnie.

Kochani, oprócz magicznego położenia i wartości historycznych Collesano jest słynne z wyścigów indyków (Il Palio del tacchino) zwane w dialekcie sycylijskim Paliu Du Pipiu! Na początku, kiedy usłyszałam tą zadziwiającą informację pomyślałam sobie, że mój Sycylijczyk się ze mnie nabija! Nie chciałam zupełnie w to uwierzyć… A więc, zapytałam rodowitych collesani, którzy opowiedzieli mi oto taką historię: jakieś 20 lat temu ówczesny wójt gminy, będąc w Siena, uczestniczył w sławnych wyścigach koni, które ściągają od wieków nie tylko konkurujących ze sobą mieszkańców regionu, ale także turystów, tym samym dając zarobek mieszkańcom Sieny i polepszając koniunkturę miasta. Pomysł bardzo spodobał się wójtowi, ponieważ zależało mu na rozkwicie jego miejscowości. Jednak… mając na uwadze górskie położenie Collesano… konie, tor, na którym mógłby się odbyć wyścig, inwestycje finansowe… wójt o nich mógł tylko pomarzyć!

No ale co było w zasięgu Collesano? …. indyki! Nie myśl długo wójt ogłosił mieszkańcom swój zamiar… – wyścig indyków! Z opowiadania mojego rozmówcy wywnioskowałam, że sami mieszkańcy nie wierzyli w to co usłyszeli! Myśleli, że własny wójt chce ich i ich miasteczko ośmieszyć! 😉 I tutaj się zdziwili wszyscy, ponieważ wyścig okazał się wielkim sukcesem!

Co roku, w sierpniu, na jednej z ulic miasteczka, odbywa się wyścig 16 indyków, pochodzących z 16 różnych regionów Collesano. Trasa jaką mają pokonać zawodnicy to 100 metrów. Wraz z indykami uczestniczą w tym wyścigu także ich właściciele, którzy robią wszystko aby ich ptak jak najszybciej dotarł do celu!

Do kolejnego!