Leniwy wtorek, Monreale

Od nabrzeża miasto oddzielone jest ulicą biegnącą wzdłuż murów miasta oraz bramą,  brama ta nazywa się Porta Felice. Przez nią przechodzi jedna z głównych ulic Palermo Via Vittorio Emanuele. Nią trafiliśmy wprost do centrum i do nas do mieszkania.

Na całe szczęście w czasie kiedy my wynajmowaliśmy pokój w B&B Giovaniego nie było tam innych gości i cała przestrzeń wspólna była do naszej dyspozycji.  My z Em zostaliśmy już w mieszkaniu, a dziewczyny poszły na zakupy, kupiły coś na kolację i wino. Iwona wyszła od nas około 23.00, my siedzieliśmy jeszcze chwilę, ale wkrótce i my położyliśmy się spać.

Następnego dnia rano obudziłem się z paskudnym bólem wskazującym na zbyt duże podrażnienie go dnia poprzedniego.
– Ola ja zostaje, nie jadę z Wami do Monreale, zdecydowałem jak tylko Ola wstała.
– To ja zostaje z tatą, będę się nim opiekowała zaproponowała Emilka, widać na rękę było jej zostać i pooglądać bajki których nie oglądała już od dwóch dni.

Ola i Iwona pojechały po 11.00 do Monreale, znajduje się tam klasztor benedyktynów i katedra. Sam budynek katedry, jak gdzieś przeczytałem jest prostokątem o szerokości 40 i długości 100 metrów. Ściany całej świątyni pokryte są złoconą mozaiką! No trudno, nie zobaczę tego tym razem, choć jak później zobaczyłem zdjęcia to żal mi się zrobiło.

Zostaliśmy sami, Em zgodnie z moimi przewidywaniami leżała oglądając włoską tv dla dzieci. Na moje pytanie czy rozumie coś, odpowiedziała że nie, ale już oglądała te bajki w Polsce, więc wie o co chodzi 😀 Ja zaś zająłem się przeglądaniem i segregacja zdjęć zrobionych dzień wcześniej.

Z dziewczynami umówiliśmy się że spotkamy się przed wejściem na targ Balaro po południu. Tym czasem około 12.00 Em stwierdziła że jest głodna. Zebraliśmy się i powoli ruszyliśmy w stronę lodziarni gdzie podają typowo sycylijskie lody…w bułce 😀 zwane brioche. Co jak co ale lody Włosi potrafią robić doskonałe.  Szczególnie ich lody pistacjowe czy pomarańczowe są zupełnie nie porównywalne z naszymi.
Kupiliśmy sobie po „kanapce” i usiedliśmy na  ławeczce w celu dokonania konsumpcji. Całkiem nie głupi pomysł te lody w słodkiej bułce, lody jak to lody lubią się rozpuścić a tutaj cała rozpuszczająca się zawartość wsiąka w bułkę a nie paskudzi nam rąk 🙂

Około 14.00 odezwała się Ola, za 30 minut mogą być przed wejściem na Balaro. W związku z tym poszliśmy w tym kierunku po drodze mijając fontannę wstydu. Już w komplecie ruszyliśmy na zakupy, znowu pomarańcze ale tym razem 5kg, oliwa z oliwek, kapary i suszone pomidory.  Na Balaro sprzedaje się wszystko co lokalni rybacy wyłowią z morza,  co lokalni rolnicy wyhodują na polu oraz rzeźnicy ubiją. Niesamowicie wyglądała dostawa półtusz wołowych na stoiska bazarowe, gdzie z samochodu oddalonego kilkaset metrów od stoiska dostawcy przenosili je po prostu zarzucając je jak worek kartofli na bark i klucząc między kupującymi dostarczali na miejsce.

Wieczór zleciał nam na przeglądaniu fotografii zrobionych dotychczas, konsumpcji świetnego wina i oliwek zakupionych na targu. Środa zapowiadała się ciekawie, ja i moja rwa czuliśmy  się lepiej więc wycieczka do Cefalu zapowiadała się cudownie.

 

Dodaj komentarz