Lo Spasimo – sprofanowany Kościół w Palermo

Lo Spasimo – sprofanowany Kościół w Palermo

Witajcie Kochani! Dzisiaj, postanowiłam, że napiszę Wam o ciekawym miejscu położonym w Palermo, w arabskiej dzielnicy Kalsa. Kiedy tam dotarłam po raz pierwszy, przyznaję, że zaniemówiłam! Przede mną zobaczyłam kościół Santa Maria dello Spasimo, ale to co mi odjęło mowę, to był kompletny brak dachu! Tak, tak patrząc w górę było widać niebo! Jednak, nie myślcie, że to pozostałość po II Wojnie Światowej lub sprawka trzęsienia ziemi, nic bardziej mylnego! Moi Mili, powód jest prosty – dach w tym kościele nigdy nie został wybudowany!

Historycznie, musimy się cofnąć do 1509 roku. Wówczas to jeden z prawników Palermo, wybrał się do Ziemi Świętej. Tam, w Jerozolimie, urzekł go swoim pięknem Kościół Matki Bożej Bolesnej. Wróciwszy do Palermo zadecydował oddać część swoich terenów ojcom Monte Oliveto. Tereny te miały zostać przeznaczone pod budowę kościoła zwanego Santa Maria dello Spasimo na cześć Maryji Bolesnej. Oprócz samego kościoła, miały również powstać klasztor, dzwonnica, plebania, cmentarz i niewielki ogród. Według projektu całość prac była przewidziana na 6 lat, jednak ten termin nie został dochowany.

W 1537 roku, informacja o możliwym najeździe tureckim, zapoczątkowała szybkie umacnianie wszystkich murów i bram obronnych miasta. W związku z tym, że nieskończona budowla kościoła znajdowała się blisko jednej z bram wjazdowych, ówczesne władze zdecydowały o integracji niektórych murów kościoła z murami obronnymi a mieszkający tam Ojcowie zostali zmuszeni do poszukania sobie innego miejsca.

W ciągu stuleci, sprofanowany kościół był używany na wiele sposobów: jako teatr, lazaret, hospicjum czy szpital. Po II Wojnie Światowej służył także jako magazyn ocalonych dzieł sztuki. W 1988 roku, kościół został kompletnie opuszczony.

W końcu, po wielu latach rekonstrukcji, w 1995 roku, został znowu oddany do użytku publicznego. Obecnie, kościół wraz z przylegającymi do niego budynkami, stanowi siedzibę organizacji Brass promującej sycylijski jazz. Znajdują się tutaj również Muzeum Jazz’u oraz muzyczna szkoła jazz’u.

Wszystkim gotowym aby zobaczyć to cudo, podaję adres:  Palermo, Piazza Carlo Maria Ventimiglia 13. Kompleks jest czynny od wtorku do niedzieli  w godzinach: 9.30 – 18.00. Uwaga: w poniedziałek  obiekt jest zamknięty.

Do następnego!

Szopka z Sutera

Żywa szopka z Sutera

Il presepe vivente di Sutera

Cześć Moi Mili! Dzisiaj zabiorę Was w podróż do Sutera, niewielkiego średniowiecznego miasteczka położonego malowniczo pod górą o nazwie San Paolino. To właśnie w tej miejscowości już po raz osiemnasty gości szopka, w której udział biorą mieszkańcy. Przyznaję, że już w roku, w którym przeprowadziłam się na Sycylię słyszałam o tym niezwykłym wydarzeniu. Rozpoczyna się ono około godziny 22 wieczorem w Wigilię Bożego Narodzenia. To właśnie wtedy główni bohaterowie – Maria i Józef, chodząc od domu do domu, szukają dla siebie miejsca na nocleg. Po wielu próbach znajdują je w stajence, położonej pod skałą góry. Wydarzenie to odbywa się w najstarszej dzielnicy Sutera, pochodzenia arabskiego, zwanej Rabato.

Rabato charakteryzuje się wąskimi uliczkami, niesamowitymi zaułkami oraz magiczną atmosferą. To właśnie wśród takiej scenerii wiedzie szlak do Stajenki. Zanim dojedziecie do celu i zobaczycie Świętą Rodzinę miniecie po drodze wiele miejsc obrazujących stare, po części zapomniane już, sycylijskie zawody. To przebrani mieszkańcy, przy użyciu narzędzi z początku XX w.! przeniosą Was w czasie. Chętnie opowiedzą Wam także o tym do czego służyły maszyny i urządzenia oraz jak działały. Dodatkowo, na uwagę zasługuje wystrój tych miejsc, który w zależności od zawodu jest inny, ale zawsze starając się wiernie odzwierciedlić rzeczywistość początku XX wieku!

W podróży do Stajenki nie brakuje także typowo lokalnych potraw, takich jak:  li ciciri, lu pani cunzatu, la minestra di maccu, la guastedda, czyli: zupy z ciecierzycy, chleba z oliwą, sera ricotty czy słodkich małych pączków. Ponadto Waszą wędrówkę umilą lokalne zespoły muzyczne śpiewające ludowe wesołe pieśni i piosnki przy akompaniamencie przeróżnych instrumentów.

Kochani, jeśli ktoś z Was będzie chciał zobaczyć Żywą Szopkę zapraszam Was do Sutera od dnia 24 grudnia do 6 stycznia, po zmroku, każdego roku. Jestem przekonana, że to przeżycie pozostanie Wam na długo w pamięci!

Do następnego!

🙂

11 listopada na Sycylii

11 listopada na Sycylii

 

Cześć Kochani! Oprócz Dnia Niepodległości naszego Kraju obchodzimy także dzisiaj imieniny Marcina. SERDECZNE ŻYCZENIA DLA WSZYSTKICH MARCINÓW!

Także i na Sycylii ten dzień należy do Marcinów, chociaż jest on zupełnie inaczej obchodzony 🙂 Należy przede wszystkim podkreślić fakt, że dzień 11 listopada rozpoczyna tzw. Estate di San Martino, czyli babie lato oraz otwarcie butelek i beczek z młodym winem!:) Jednak zacznę od początku, bo ciekawostek związanych z tym dniem jest niemiara!! 🙂

Zaczniemy od samego patrona. Źródła z życia św. Marcina podają, że, zanim stał się świętym, był synem oficera armii rzymskiej. Mając 17 lat stał się rzymskim legionistą. W 338 roku Marcin został przeniesiony wraz ze swoim garnizonem do Galii, do miasta Amiens. To właśnie tutaj, podczas zimy, na swojej drodze, spotkał półnagiego żebraka, któremu oddał połowę swojej wojskowej opończy (płaszcza). Tego dnia zza chmur wyjrzało tak silne słońce, że śnieg stopniał a powietrze stało się ciepłe. W nocy, po tym zdarzeniu, św. Marcinowi przyśnił się Chrystus przyodziany w jego płaszcz, który mówił do Aniołów: Patrzcie jak mnie Marcin, nieochrzczony żołnierz rzymski, przyodział. Ten sen był początkiem wielkich zmian w życiu św. Marcina, który przyjął chrzest i zaczął ewangelizować.

Poza powyższymi faktami z życia św. Marcina, warto abym dodała, że na Sycylii, podobnie jak w Polsce, listopad należy do miesięcy raczej chłodnych i deszczowych jednak w dniach poprzedzających dzień  11 listopada i tych występujących po nich przychodzi babie lato św. Marcina, zwane Estate di San Martino. Legenda głosi, że te cieplejsze dni potwierdzają zmianę pogody jaka nastąpiła po szlachetnym geście św. Marcina wobec żebraka.

Kochani, dodatkowo dzień San Martino, jak wspomniałam powyżej, to dzień tzw. svinatura, czyli otwarcia i ściągnięcia młodego wina z beczek i butelek 🙂 Jak się domyślacie, w tym dniu nie brakuje otwartych kantyn, w których możecie degustować młode wina. Dodatkowo, w niektórych regionach Sycylii jest zwyczaj zabijania prosiaka, z którego przyrządzane się szynki, kiełbasy i salami. Podczas pieczenia wyroby mięsne polewa się właśnie młodym winem.

Warto jeszcze dodać, że to właśnie św. Marcin jest patronem oberżystów i pijaków.

Co ciekawe, według starej tradycji, dzień św. Marcina był świętowany w dwóch datach – 11 listopada – to data, w której na świętowanie mogli sobie pozwolić bogaci i pierwsza niedziela występująca po 11 listopada – data, w której świętowali biedni. Jak się domyślacie u bogatych młode wino lało się strumieniami przy suto zastawionych stołach, zaś biedni tego dnia jedli tzw. biscotto di San Martino, czyli ciastko (suchar) św. Marcina. Ciastko, faktycznie podobne do sucharka, moczyli w młodym, korzennym winie, które dzięki specjalnej fermentacji miało słodki smak. I tutaj mam dla Was niespodziankę! O ile sama tradycja podziału na bogatych i biednych przeszła już do lamusa, o tyle biscotto di San Martino, jest pieczone przez cukiernie do tej pory, właśnie na dzień 11 listopada 🙂 Jadłam… i polecam! chociaż jednocześnie przyznaję, że zęby trzeba mieć mocne! Zaś słodkie korzenne wino z tym sucharkiem jest to przysmak pierwsza klasa!

I na zakończenie jeszcze jedna ciekawostka, która ma miejsce w Palazzo Adriano, malutkiej miejscowości, w prowincji Palermo. Tutaj, do dnia dzisiejszego, ma miejsce stary zwyczaj, podczas którego rodziny pary nowożeńców, biorą na siebie wszystkie wydatki związane z wyposażeniem domu młodych oraz z zakupami żywnościowymi na cały rok! Wyobrażacie sobie? Dodatkowo tradycja przewiduje, że rodzice pana młodego podarują młodym u quadaruni, czyli wielki miedziowy gar, natomiast rodzice panny młodej – il braciere, tj. piec (koksownik) aby ogrzać dom w miesiącach najbardziej chłodnych. Ale, moi Drodzy, to nie wszystko! Aby życzenia na nowej drodze życia się sprawdziły nie może zabraknąć prezentu także od gminy miasteczka! 🙂 🙂

Cóż Kochani, przyznacie sami, że Św. Marcin na Sycylii to, jak to mówi przysłowie: tanto buon cibo, ottimo vino e il bel tempo estivo all’improvviso, czyli dużo dobrego jedzenia, świetne wino i wraz z niespodziewanie piękną wakacyjną pogodą 🙂     

Do następnego! 

 

Ciastka Św. Marcina

Ciastka Św. Marcina  (Biscotti di San Martino)

 

Cześć Kochani 🙂 Przed nami 11 listopada, który jest dniem św. Marcina. Jak się domyślacie, tak samo jak dzień św. Józefa, o którym wspomniałam o tutaj także i ten ma swoje wypieki, zwane biscotti di San Martino. Ciasto na te ciasteczka przygotowuje się na bazie ciasta drożdżowego, do którego dodaje się nasionka anyżku i cynamon. Biscotti di San Martino występują w 3 różnych formach, zwanych tricotto (3 razy pieczone), rasco i biscotto decorato 🙂

Pierwsza z nich – tricotto, którego cechą charakterystyczną jest ciasto pieczone 3 razy! Ma formę ciemno brązowego ślimaczka. Ciastko jest twarde, praktycznie, trudne do ugryzienia. Dlatego ten rodzaj biscotto serwuje się ze słodkim winem, typu np. marsala. Wino to służy do namoczenia ciastka i dopiero potem gryziemy 🙂 Poniżej, znajdziecie przepis na jego wykonanie 🙂

Rasco natomiast, pomimo że jest przygotowywane z tego samego ciasta, ma formę okrągłej bułeczki. Główna różnica pomiędzy tricotto i rasco tkwi w metodzie pieczenia – w tym przypadku ciastka piecze się w sposób tradycyjny, tylko raz, co powoduje, że biscotto jest miękkie. Po upieczeniu, górną część się odcina (typu kapelusik), wydrąża środek i napełnia słodką ricottą. Tak wypełnione ciastko się zamyka wcześniej odciętym kawałkiem. Przed podaniem, posypuje się cukrem pudrem.

Ostatni rodzaj – biscotto decorato, czyli udekorowane ciastko, jest najwyższym stopieniem zaawansowania w pieczeniu biscotti di San Martino.  Same ciastka wypieka się tak samo jak rasco z tą różnicą, że przecina się je po środku (typu kanapka), nasącza rumem i następnie kładzie konfiturę z cedru. Obie części się załącza i całość polewa lukrem ze wszystkich stron, otrzymując białą kulkę. Kiedy lukier wyschnie całość jest dekorowana na różne sposoby.

Kochani, jak wspomniałam na początku, poniżej podaję przepis na biscotti di San Martino, wersja tricotto.

Potrzebować będziemy:

  • 500 gr mąki pszennej
  • 25 gr drożdży
  • 150 gr cukru kryształu
  • 100 gr smalcu (miękki, nie z lodówki!)
  • 20 gr nasionek anyżku
  • 4 gr soli
  • 1/2 łyżeczki cynamonu w proszku
  • ciepła woda, mniej więcej około 150 ml

Do dzieła:

  1. Droższe rozpuszczamy w 50 gr ciepłej wodzie (nie gorącej! bo się zaparzą) i dodajemy 50 gr mąki. Po dodaniu mąki i wymieszaniu całości masa powinna być lepka. Całość przykrywamy czystą ściereczką i odkładamy do momentu kiedy nasza masa dwukrotnie powiększy objętość.
  2. W międzyczasie przesiewamy mąkę, do której dodajemy resztę składników, czyli cukier, smalec, nasionka anyżku, szczyptę soli i cynamon. Całość mieszamy.
  3. Kiedy nasza masa zawierająca droższe będzie wyrośnięta, dodajemy ją do reszty składników, jednocześnie, po troszku, dodając wody.
  4. Wyrabiamy całość, aby otrzymać jednolitą kulkę ciasta, które w konsystencji powinno być troszkę lepkie.
  5. Ciasto umieszczamy w misce i przykrywamy czystą ściereczką aby urosło. Zazwyczaj ciasto potrzebuje 30-40 min aby wyrosnąć. Należy pamiętać, aby wcześniej miskę podsypać troszkę mąką.
  6. Następnie wyrośnięte ciasto dzielimy na 30 kawałków (mniej więcej po 30 gr każdy), które rolujemy w wężyki, aby następnie zawinąć w ślimaczki.
  7. Przygotowane ślimaczki odkładamy na bok, najlepiej w ciepłym miejscu, celem wyrośnięcia.
  8. Kiedy ślimaczki powiększą dwukrotnie objętość wkładamy je do piekarnika nagrzanego do 200C i pieczemy przez 15 min.
  9. Następnie wyjmujemy je z piekarnika, obniżamy jego temperaturę do 160C (oczywiście zanim temperatura opadnie nasze ślimaczki się nieco ostudzą, tak właśnie ma być!) i ponownie je wkładamy na 15 min.
  10. Następnie wyjmujemy je z piekarnika, obniżamy jego temperaturę do 150C, i ponownie je wkładamy pozostawiając uchylone drzwiczki piekarnika. W ten sposób pieczemy przez kolejnych 10/15 minut pilnując jednocześnie aby nie zrobiły się zbyt ciemne.
  11. Po tym czasie je wyjmujemy i studzimy.

Kochani, jak się już domyślacie, nazwa ciastka wzięła się od metody pieczenia 🙂
Trzy razy! 🙂

 

Smacznego! 🙂  Dajcie znać jak Wam poszło!

 

Chleb świętojański – co to takiego?

Co ma wspólnego chleb świętojański (karob) z karatem?

 

Cześć Moi Mili! Podczas jednej z ostatnich moich podróży po Sycylii zostałam obdarowana przez miłego Sycylijczyka karobem, znanym w Polsce pod nazwą chleba świętojańskiego. To ciekawy owoc, przypominający ogromną, bo około 20 cm fasolkę koloru brązowego, której szerokość dochodzi do 2 cm. Pochodzi z drzewa, które występuje dziko na Sycylii i nazywa się szarańczyn strąkowy. Z tego co udało mi się dowiedzieć, liście tego drzewa opadają tylko jeden raz na dwa lata! i to do tego w lipcu!

Jednym z najbardziej znanych przez nas produktów otrzymywanych z owoców szarańczynu jest mąka, tzw. mączka chleba świętojańskiego, którą my, czytając etykiety różnych produktów, znajdujemy pod nazwą guma karobowa lub jako symbol E410. Mączka ta, w przemyśle przemysłowym, kosmetycznym czy papierniczym służy jako naturalny zagęszczacz, ponieważ okazuje się, że jedną z naturalnych właściwości jaką posiada karob to jego chłonność –  jest w stanie wchłonąć od 50 do 100 razy więcej wody niż sam waży!

Kochani jak owoc to owoc zatem ugryzłam, a w zasadzie przełamałam. Do czego bym Wam porównać ten smak? – trochę do słodkiego kakao a trochę do czekolady.
I rzeczywiście, w przemyśle cukierniczym karob jest używany jako substytut czekolady, głównie dzięki niewielkiej zawartości tłuszczu, właściwości hipoalergicznych oraz braku kofeiny. Chleb świętojański zawiera w sobie około 50% cukrów, dlatego w czasach gdy burak cukrowy ani trzcina cukrowa nie były tak bardzo rozpowszechnione służył jako źródło cukru. Obecnie, z karobu wyciskany jest syrop służący dodatek do wyrobu napojów alkoholowych.

Ciekawostką jest, że w przeszłości nasiona karobu, ze względu na swoją stałą masę około 200 mg były uznawane za jednostkę miary! Co więcej – na pewno wszyscy z Was ją znają, bo w czasach współczesnych  jednostka ta zwana jest karat! Kochani, to słowo wywodzi się z języka greckiego, keration, które właśnie oznacza karob! Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek! Badacze Pisma Świętego, a przede wszystkim specjaliści od roślin biblijnych, potwierdzili, że o karobie wspomina także Przypowieść o synu marnotrawnym. Z przedstawionego tam opisu wynika, że kiedy rozrzutny syn był głodny żywił się strąkami, które w domyśle oznaczały strąki karobu.  Uwierzycie!? A pomyśleć tylko… że to tylko taka większa fasolka!

Do następnego!

 

 

La frutta martorana – 01 listopada

La frutta martorana – symbol dnia 01 listopada na Sycylii

 

Cześć Kochani  🙂 Nie wiem, czy komuś z Was udało się dotrzeć na Sycylię tuż przed dniem Wszystkich Świętych kiedy to cukiernie przyciągają przechodniów barwami całej tęczy! W tym czasie nie sposób przejść obojętnie obok cukierni, z której wydobywa się zapach świeżego marcepanu, a oczom ukazują się różnorodne owoce i warzywa (tak w cukierni! :)), zwane la frutta martorana.

La frutta martorana nie bez przyczyny pojawia się w okolicach dnia Wszystkich Świętych jest bowiem uznawana przez Sycylijczyków za smakołyk zmarłych. W przeszłości, aby nieco zaangażować dzieci w uroczystości tego dnia mówiono im, że właśnie 01 listopada zmarli wracają na ziemię przynosząc im słodycze w postaci cukierków, la frutta martorana lub pupi di zucchero (małe figurki przeróżnych osób z cukru). W ten sposób chciano aby najmłodszym pozostało dobre wspomnienie o zmarłych członkach ich rodzin.

Ale zapytacie jak to się stało, że właśnie la frutta martorana obchodzi swoje święto w dniu 01 listopada? Aby poznać jakie były początki tych marcepanowych pyszności musimy się cofnąć do około 1143 roku, kiedy to Sycylia była pod panowaniem normandzkim. Wówczas właśnie, w klasztorze przy kościele Santa Maria dell’Ammiraglio w Palermo, zwanym również kościołem Martorana zakonnice założyły ogród owocowo-warzywny. Z czasem, w Palermo, rozniosła się wieść, że ten skrawek ziemi pieczołowicie pielęgnowany i doglądany stał się najpiękniejszym ogrodem w Palermo. Fakt ten dotarł także i do uszu ówczesnego biskupa, który wykorzystując swój status przełożonego sióstr zawiadomił je o swojej wizycie chcąc przede wszystkim zobaczyć sławny ogród. Niestety wizyta ta, miała się odbyć w pierwszych dniach listopada, w czasie kiedy to prawie wszystkie owoce i warzywa już się  pokończyły, ogród zaś wyglądał szaro i ponuro.

Moi Mili, ale zakonnice okazały się sprytne! Szybko zadecydowały, że brakujące owoce i warzywa zrobią z marcepanu i pokolorują je w ten sposób aby wyglądały jak najbardziej naturalnie. Następnie  zawieszą je na drzewach oraz porozkładają je na grządkach aby przypominały te prawdziwe. W ten oto sposób przyozdobiły najpiękniejszy ogród w Palermo 🙂 i zupełnie przez przypadek, zainicjowały przygotowywania la frutta martorana w okolicach dnia Wszystkich Świętych! 🙂

Kochani, na koniec dodam, że nawet Wy we własnych domach możecie przygotować marcepanowe pyszności. Potrzebne Wam będę do tego mąka migdałowa, cukier puder, woda i wanilia. Następnie wystarczy, że rozpuście cukier puder w wodzie z dodatkiem aromatu waniliowego. Kiedy woda wchłonie cukier dodajcie mąkę i wszystko razem wymieszajcie. W ten sposób otrzymacie lepką masę, którą należy przełożyć na stolnicę oprószoną cukrem pudrem i wyrabiać do momentu otrzymania stałej konsystencji, co jakiś czas podsypując cukrem pudrem. Będzie słodkie! OOO TAK! Po otrzymaniu właściwej konsystencji odłóżcie wszystko na co najmniej 1 godz. aby masa nieco stwardniała. Po tym czasie, przy zastosowaniu foremek (wybierzcie jakie chcecie) wyciskajcie z masy przeróżne kształty, które następnie pozostawcie do wyschnięcia na 24 godz.  Po tym czasie Wasze marcepanki będą gotowe aby je pokolorować barwnikami spożywczymi 🙂

Dobrej zabawy!

 

A.Toto – przestrzeń tożsamości w Sciacca

Angelo Toto i jego przestrzeń tożsamości w Sciacca 🙂

 

Witajcie Moi Mili, ciekawie brzmi tytuł dzisiejszego artykułu, prawda?
Podczas mojej wprawy do Sciacca przemierzając uliczkami tego portowego miasteczka odkryłam dziwne miejsce – na powierzchni niewielkiego terenu były rozłożone wielkie, bo praktycznie wysokości człowieka, maski – twarze w przeróżnych odcieniach i kolorach. Były na tyle duże, że mogły śmiało służyć za parkową ławeczkę 🙂

Jak się dowiedziałam to spazio dell’identita’, czyli przestrzeń tożsamości, stworzona przez miejscowego rzeźbiarza Angelo Toto. Autor tworząc tą niecodzienną strefę, niedaleko term w Sciacca, chciał tym samym stworzyć miejsce gdzie każdy z przechodzących mógłby przystanąć aby znaleźć swój kairos, tj. szczęśliwy przypadek, zwrotny moment w swoim życiu lub po prostu mieć czas na przemyślenie tego co nam umyka w zaganianej codzienności. Twarze mają odzwierciedlać nas samych w poszukiwaniu naszej autentyczności i tożsamości, a ich wielkość to metafora potrzeby dużej przestrzeni aby je odkryć i następnie rozwinąć.

Jak się domyślacie, ja też tam przystanęłam aby poczuć ten przypływ nowej energii i znaleźć własny kairos 🙂 Zachęcam Was również, jak odwiedzicie Sciacca, udajcie się do Spazio dell’Identita’ aby zobaczyć te niecodzienne miejsce i przystanąć w nim na chwilę. Mam nadzieję, że podczas relaksu na olbrzymich maskach zabłyśnie Wam myśl nadająca początek nowej ery w Waszym życiu.

Pozdrowienia!

 

Targ rybny w Sciacca

A może świeżą rybkę? – targ rybny w porcie Sciacca 🙂

 

Cześć Moi Mili! Uwielbiam ryby i owoce morza… do tego jeszcze kiedy je przyrządza mój Sycylijczyk 🙂 Mniam!
Na pewno nie zdziwicie się jak Wam napiszę, że będąc w Sciacca wybrałam się do portu, bo nie mogłam oprzeć się pokusie kupienia świeżej rybki 🙂

Port w Sciacca to głównie port rybny, otoczony dwoma molami wychodzącymi w morze. Jak się dowiedziałam flota portu złożona jest około z 450 przeróżnych łodzi , w tym około 130 z nich to statki typowo rybackie. Każdego roku rybacy z Sciacca wracają z morza z około 4000 ton różnego rodzaju ryb. Najlepiej  w tym regionie udają się połowy: sardynek, śledzi, sardeli, makreli oraz pałaszy ognistych. Wielkość połowów lokuje port w Sciacca na piątym miejscu spośród wszystkich na Sycylii.

Kochani, jednak oprócz tych, nazwijmy to danych statystycznych, port w Sciacca to przede wszystkim mieszanka zapachów ryb, morza i soli morskiej oraz harmider splątanych głosów nawołujących się rybaków z łodzi kończących pracę lub naprawiających sieci z głosami targujących – handlarzy i klientów, których od samego ranka jest pełno w porcie. To wszystko w oprawie skrzynek różnej wielkości wypełnionych po brzegi rybami i owocami morza. Ja chcę kupić tylko rybkę na obiad.. a tutaj restauratorzy i sklepikarze wymieniają dwa zdania, przekazuję pieniądze i … zabierają całe skrzynki… 🙂 Kupiłam!

Oddalam się z moją rybką i obserwuję port z dala, nieco z boku. Cały, wraz z przypłynięciem rybaków, zamienił się w jeden wielki targ rybny. Dodatkowo uroku nadaje cała sceneria wokół – turkusowe morze i niewielkie kolorowe domostwa rybackie:) Cóż za spektakl! A błyszcząca w słońcu świeża rybka jest jego główną bohaterką!

Do następnego!

 

Collesano – wyścigi indyków

Collesano – miejscowość słynna z wyścigu indyków (Paliu Du Pipiu) i nie tylko 🙂

Cześć Kochani! Na Sycylii, pomimo zbliżającej się jesieni, temperatury utrzymują się letnie, tj. około 25C. Chociaż lubię ciepło, jednak po pewnym czasie, szukam wytchnienia…i gdy nie widzę go w prognozach pogody spoglądam na otaczające mnie za oknem góry… Mogę w nich nie tylko odpocząć od wysokich temperatur, ale również zobaczyć coś ciekawego. Tym razem odkryłam Collesano – małe miasteczko, położone w Parku Przyrody Le Madonie, otoczone czterema wierzchołkami górskimi: Monte Castellano (1656 m.n.p.m.), Monte Cucullo (1311 m.n.p.m), Pizzo Giammarusa (1064 m.n.p.m) i Monte d’Oro (808 m.n.p.m.)

Już z daleka, widząc tą miejscowość, wciśniętą w krajobraz górski wiedziałam, że mi się spodoba. 🙂 Źródła historyczne podają, że pierwsza osada powstała około VII w. dokładnie na szczycie góry Monte d’Oro. Jednak podczas rządów Rogera II na Sycylii, ta właśnie osada, na jego rozkaz, została zniszczona i wybudowana nowa – w miejscu, w którym znajduje się do dzisiaj 🙂 Z biegiem wieków Collesano, zwane z początku Golisano, przechodziło z rąk do rąk kolejnych arystokratycznych rodzin sycylijskich – Ventimiglia, Centelles, Cardona, Aragona, Moncada.

Obecnie, oprócz małych uliczek, niesamowitych zabudowań, z których niektóre z pewnością pamiętają jeszcze XVIII i XIX w. warte do zobaczenia są:

– Bazylika św. Piotra (Chiesa Madre Basilica di San Pietro)- pochodzącą z XV w. Jej cechą charakterystyczną jest położenie – znajduje się ona obok starej wieży obronnej, która do 1912 r. pełniła funkcję dzwonnicy kościelnej. Na dodatkową uwagę zasługuje także wejście boczne do kościoła, nad którym zachowany został gotycki portal.

–  budynek gminy (Palazzo municipale) – który do 1869 roku był siedzibą zakonu dominikańskiego! Około 1882 roku został zrestaurowany celem wykorzystania go na biura gminy. Na uwagę zasługuje jego neogotycka fasada.

Poza powyższymi perełkami warto udać się do południowo-wschodniego Collesano aby zobaczyć ruiny średniowiecznego zamku, który został wybudowany podczas panowania Normanów na Sycylii, około XII w. Przez pokolenia należał do przeróżnych sycylijskich rodzin arystokrackich. W 1693 roku zamek został zniszczony przez trzęsienie ziemi, po którym nigdy nie został odbudowany. Jedynie niewielka jego część, do końca 1819 roku, była używana jako więzienie. Niestety nadejście kolejnego trzęsienia ziemi spowodowało jego totalną ruinę, jaką możemy zobaczyć obecnie.

Kochani, oprócz magicznego położenia i wartości historycznych Collesano jest słynne z wyścigów indyków (Il Palio del tacchino) zwane w dialekcie sycylijskim Paliu Du Pipiu! Na początku, kiedy usłyszałam tą zadziwiającą informację pomyślałam sobie, że mój Sycylijczyk się ze mnie nabija! Nie chciałam zupełnie w to uwierzyć… A więc, zapytałam rodowitych collesani, którzy opowiedzieli mi oto taką historię: jakieś 20 lat temu ówczesny wójt gminy, będąc w Siena, uczestniczył w sławnych wyścigach koni, które ściągają od wieków nie tylko konkurujących ze sobą mieszkańców regionu, ale także turystów, tym samym dając zarobek mieszkańcom Sieny i polepszając koniunkturę miasta. Pomysł bardzo spodobał się wójtowi, ponieważ zależało mu na rozkwicie jego miejscowości. Jednak… mając na uwadze górskie położenie Collesano… konie, tor, na którym mógłby się odbyć wyścig, inwestycje finansowe… wójt o nich mógł tylko pomarzyć!

No ale co było w zasięgu Collesano? …. indyki! Nie myśl długo wójt ogłosił mieszkańcom swój zamiar… – wyścig indyków! Z opowiadania mojego rozmówcy wywnioskowałam, że sami mieszkańcy nie wierzyli w to co usłyszeli! Myśleli, że własny wójt chce ich i ich miasteczko ośmieszyć! 😉 I tutaj się zdziwili wszyscy, ponieważ wyścig okazał się wielkim sukcesem!

Co roku, w sierpniu, na jednej z ulic miasteczka, odbywa się wyścig 16 indyków, pochodzących z 16 różnych regionów Collesano. Trasa jaką mają pokonać zawodnicy to 100 metrów. Wraz z indykami uczestniczą w tym wyścigu także ich właściciele, którzy robią wszystko aby ich ptak jak najszybciej dotarł do celu!

Do kolejnego!

 

Festiwal DiVino w Castelbuono

Festiwal DiVino w Castelbuono

Cześć Moi Drodzy!

Miesiąc sierpień każdego roku zapoczątkowuje na Sycylii szereg imprez związanych z winami. W wielu regionach wyspy przygotowywane są festiwale i wydarzenia enologiczne. Oprócz głównych bohaterów, którymi są oczywiście wina i kantyny, w tych dniach można posłuchać koncertów znanych osób, odbyć degustacje przeróżnych produktów regionalnych BIO, obejrzeć wiele ciekawych rzeczy zrobionych ręcznie i wystawionych na sprzedaż, jak np. biżuteria, obrazy, szkice, rzeźby, koronki oraz hafty i wiele innych. Zazwyczaj takie festiwale trwają około 2 do 3 dni.
Ten, na którym byłam, w Castelbuono, odbył się już po raz ósmy i trwał trzy dni! Jego motywem przewodnim były nie tylko wina, ale także promowanie, zgodnie z ideą slow food, lokalnych i tradycyjnych produktów 🙂 Każdego dnia były degustacje potraw przygotowanych przez wybitnych szefów kuchni w połączeniu z wybranymi do nich winami. Dodatkowo można było posłuchać i dowiedzieć się więcej o wyrobach wędliniarskich jednej z masarni z Caccamo. W tym miejscu należy dodać, że masarze z Caccamo, należą do jednych z najlepszych w swojej branży! 🙂 🙂 W niedalekiej przyszłości napiszę o nich oddzielny arytkuł!
Na uwagę zasługuje także fabryka ciastek Paolo Forti. Ciasteczka maślane, z czekoladą i nadziewane, te z mąki pełnoziarnistej i te przeznaczone dla wegan – to co ich łączyło to kruchość i niepowtarzalny smak jakby powstały w domu babci 🙂 Po prostu przepyszne! 🙂
Oprócz degustacji, już po zmroku, odbyły się projekcje filmów, prezentacje nowych książek i oczywiście koncerty 🙂
Kochani, na DiVino Festival przybyło ponad 100 różnych kantyn począwszy od tych sycylijskich, po przez te z innych regionów Włoch, po francuskie i niemieckie. Oj było w czym wybierać!

Zobaczcie sami! 🙂