Katedra w Cefalu’ (La Cattedrale a Cefalu’)

Katedra w Cefalu’ (La Cattedrale a Cefalu’)

Witajcie Moi Mili 🙂 Byłam ostatnio w Cefalu’ z moim znajomymi z Polski i tak sobie pomyślałam wchodząc do katedry na placu Duomo po raz enty, że warto o niej napisać. Pisaliśmy już o samym Cefalu’, niesamowitym miasteczku wtulonym w skałę o tutaj wspominając przy okazji tego artykułu także o katedrze. 🙂 Dzisiaj zatem pozostaje nam pogłębienie tematu! 🙂

Katedra w Cefalu’ została wybudowana dzięki Ruggero II d’Altavilla w 1131 roku. Legenda głosi, że Ruggero II d’Altavilla ówczesny król Sycylii, Apulii i Kalabrii płynąc z Salerno do Palermo napotkał na swojej drodze tak straszną burzę, że był prawie pewien, że nikt z niej nie wyjdzie cało. Dlatego też, zaczął się modlić prosząc Boga o przetrwanie i jednocześnie obiecując, że jeśli zostanie ocalony w miejscu, do którego dopłynie jako pierwsze, wybuduje katedrę. Tym miejscem było właśnie Cefalu’. Ruggero II jak obiecał Bogu tak też uczynił, konstruując Katedrę pod wezw. Świętego Salwatora i Św. Piotra i Pawła.

Prace zostały rozpoczęte w czerwcu 1131 roku. Według projektu króla Ruggero II budynek katedry miał odzwierciedlać styl romański północnoeuropejski, który przybył na Sycylię wraz z panowaniem normandzkim, i mając na uwadze dokładnie taki styl, rozpoczęto prace. Jednak, kiedy przyjedziecie do Cefalu’ i zobaczycie katedrę szybko odkryjecie, że nie została ona ukończona w stylu zapowiedzianym przez Ruggero II. Lokalni mistrzowie, nawet nie chcieli słyszeć o nowościach architekturalnych i w efekcie katedra została dokończona czerpiąc z kultur islamskiej i bizantyńskiej.

Kochani, kiedy wejdziecie do katedry i Wasze oczy przyzwyczają się do mroku w absydzie zobaczycie Chrystusa Pantokratora, oznaczającego w ikonografii władcę i sędziego Wszechświata 🙂 Dla mnie jest on po prostu magiczny. Zawsze gdy patrzę na niego mam wrażenie, że się do mnie uśmiecha.

W tej jednej figurze została zawarta cała kwintesencja – Chrystus jako Król, jako Duszpasterz i jako Prorok. W ikonografii aureola nad głową Chrystusa jest symbolem jego majestatu, zielona stuła oznacza duszpasterza i godność kapłańską natomiast otwarta księga symbolizuje proroka.

Przyjrzyjcie się także jego szatom – czerwono – złotym, na które została narzucona „peleryna” w kolorze niebieskim. Jak się domyślacie także one mają znaczenie – kolory czerwony ze złotym wskazują na boską naturę Chrystusa i jednocześnie naturę człowieka (kolor niebieski). Niesamowite prawda?! Zostało nam jeszcze charakterystyczne ułożenie rąk Chrystusa – kiedy spojrzycie na Jego prawą rękę zobaczycie, że kciuk, palec serdeczny i mały się stykają – oznacza to Świętą Trójcę, natomiast pozostałe place – wskazujący i środkowy są lekko zgięte – symbolizuje to ludzko – boską naturę Chrystusa.  W lewej zaś ręce trzyma Nowy Testament otwarty na Ewangelii wg Świętego Jana gdzie w języku greckim i łacińskim można przeczytać: Io sono la luce del mondo, chi segue me non vagherà nelle tenebre ma avrà la luce della vita, co oznacza: Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, nie będzie wędrować w ciemności, lecz będzie miał światło życia ( Jan 8, 12).

Ponadto w katedrze, oprócz samego Chrystusa Pantokratora znajdziecie liczne inne mozaiki. Warto abym dodała, że początkowo sam Ruggero II był przeciwny jakimkolwiek mozaikom budowanej katedry. Dopiero, po kilkunastu latach, około 1148 roku zmienił zdanie. Źródła podają, że dekoracja mozaikowa miała pokryć całą katedrę tak samo jak to ma miejsce w przypadku katedry w Monreale czy Kaplicy Palatyńskiej w Palermo, jednak jak zobaczycie, w katedrze w Cefalu’ została zrealizowana tylko ich niewielka część. Co więcej zrealizowana część charakteryzuje się różnymi stylami przez co eksperci uważają, że mozaiki katedry w Cefalu’ były realizowane w etapach. Pierwszy przypadł na rok 1148, następny na lata 1154 – 1166.

Kochani, na koniec nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do tej katedry abyście się sami przekonali jak jest niesamowita! 🙂

Dobrego dzionka!

Leniwy wtorek, Monreale

Od nabrzeża miasto oddzielone jest ulicą biegnącą wzdłuż murów miasta oraz bramą,  brama ta nazywa się Porta Felice. Przez nią przechodzi jedna z głównych ulic Palermo Via Vittorio Emanuele. Nią trafiliśmy wprost do centrum i do nas do mieszkania.

Na całe szczęście w czasie kiedy my wynajmowaliśmy pokój w B&B Giovaniego nie było tam innych gości i cała przestrzeń wspólna była do naszej dyspozycji.  My z Em zostaliśmy już w mieszkaniu, a dziewczyny poszły na zakupy, kupiły coś na kolację i wino. Iwona wyszła od nas około 23.00, my siedzieliśmy jeszcze chwilę, ale wkrótce i my położyliśmy się spać.

Następnego dnia rano obudziłem się z paskudnym bólem wskazującym na zbyt duże podrażnienie go dnia poprzedniego.
– Ola ja zostaje, nie jadę z Wami do Monreale, zdecydowałem jak tylko Ola wstała.
– To ja zostaje z tatą, będę się nim opiekowała zaproponowała Emilka, widać na rękę było jej zostać i pooglądać bajki których nie oglądała już od dwóch dni.

Ola i Iwona pojechały po 11.00 do Monreale, znajduje się tam klasztor benedyktynów i katedra. Sam budynek katedry, jak gdzieś przeczytałem jest prostokątem o szerokości 40 i długości 100 metrów. Ściany całej świątyni pokryte są złoconą mozaiką! No trudno, nie zobaczę tego tym razem, choć jak później zobaczyłem zdjęcia to żal mi się zrobiło.

Zostaliśmy sami, Em zgodnie z moimi przewidywaniami leżała oglądając włoską tv dla dzieci. Na moje pytanie czy rozumie coś, odpowiedziała że nie, ale już oglądała te bajki w Polsce, więc wie o co chodzi 😀 Ja zaś zająłem się przeglądaniem i segregacja zdjęć zrobionych dzień wcześniej.

Z dziewczynami umówiliśmy się że spotkamy się przed wejściem na targ Balaro po południu. Tym czasem około 12.00 Em stwierdziła że jest głodna. Zebraliśmy się i powoli ruszyliśmy w stronę lodziarni gdzie podają typowo sycylijskie lody…w bułce 😀 zwane brioche. Co jak co ale lody Włosi potrafią robić doskonałe.  Szczególnie ich lody pistacjowe czy pomarańczowe są zupełnie nie porównywalne z naszymi.
Kupiliśmy sobie po „kanapce” i usiedliśmy na  ławeczce w celu dokonania konsumpcji. Całkiem nie głupi pomysł te lody w słodkiej bułce, lody jak to lody lubią się rozpuścić a tutaj cała rozpuszczająca się zawartość wsiąka w bułkę a nie paskudzi nam rąk 🙂

Około 14.00 odezwała się Ola, za 30 minut mogą być przed wejściem na Balaro. W związku z tym poszliśmy w tym kierunku po drodze mijając fontannę wstydu. Już w komplecie ruszyliśmy na zakupy, znowu pomarańcze ale tym razem 5kg, oliwa z oliwek, kapary i suszone pomidory.  Na Balaro sprzedaje się wszystko co lokalni rybacy wyłowią z morza,  co lokalni rolnicy wyhodują na polu oraz rzeźnicy ubiją. Niesamowicie wyglądała dostawa półtusz wołowych na stoiska bazarowe, gdzie z samochodu oddalonego kilkaset metrów od stoiska dostawcy przenosili je po prostu zarzucając je jak worek kartofli na bark i klucząc między kupującymi dostarczali na miejsce.

Wieczór zleciał nam na przeglądaniu fotografii zrobionych dotychczas, konsumpcji świetnego wina i oliwek zakupionych na targu. Środa zapowiadała się ciekawie, ja i moja rwa czuliśmy  się lepiej więc wycieczka do Cefalu zapowiadała się cudownie.

 

Idziemy i zwiedzamy Palermo…czyli daleko jeszcze?

Idziemy ciasnymi uliczkami i zwiedzamy Palermo, obok nas śmigają skutery, mieszkańcy załatwiają swoje sprawy. Niby normalnie jak u nas, ale jednocześnie jakoś inaczej… bez pośpiechu, spiny czy negatywnych emocji. Palermianie dużo gestykulują i podnoszą głos przy rozmowie, słychać jednak, że to norma i nic złego się nie dzieje. Chwilę zajmuje mi, aby się do tego przyzwyczaić… Ale można, uwierzcie, że można. Po chwili staje się to naturalne i normalne, ciekawe czy my też tak zaczniemy?

Wreszcie dochodzimy do małego placu, który z trzech stron zamknięty jest budynkami mieszkalnymi, z czwartej zaś przepięknie ozdobiony ogromny budynek. Oto tył katedry, komentuje Iw. „Mają rozmach”…pomyślałem, robi wrażenie! Zbudowana z jasnobrązowego kamienia, z wieżą i kopułą po lewej przytłacza swą wielkością. Wchodzimy do środka, a tam okazuję się, że trafiliśmy na mszę. Ale nie wydaje się to być normalna msza jak co dzień, w pewnym momencie zamiast księdza zaczyna przemawiać jakaś kobieta. Zanosi się płaczem i wydaje się, że dziękuje zgromadzonym za przybycie. No tak, to musiało się nam zdarzyć, msza pogrzebowa. Z miejsca gdzie staliśmy trudno było dojrzeć co działo się przy ołtarzu, ale teraz to oczywiste. Trumna stojąca na środku przed ołtarzem i około 50 osób na mszy. Wychodzimy szybko z katedry, wrażenie jakie robi w sensie wielkości, wysokości i ozdobności swojej, zostało przysłonięte samą uroczystością. Wychodzimy z katedry głównym wejściem, przed którym rozciąga się przepiękny plac, gdzie pośród obszarów zieleni na ziemi leżą białe kamyki. Całość otoczona kamiennym murem wysokim na około 2 metry.  Z murku wystają rzeźbione ławeczki, oddzielone od siebie drzewkami pomarańczowymi. Kręciliśmy się jeszcze po terenie katedry, robiąc zdjęcia. Iw spotkała jakiegoś znajomego, więc korzystając z chwili czasu, przysiadłem na ławeczce i zapaliłem. W tym  momencie zaczął się ruch przy wyjściu z kościoła. Uczestnicy uroczystości wyszli przez główne wejście, część od razu zapaliła papierosa… Ale nie o tym chciałem pisać. W czasie wyprowadzania trumny z kościoła wszyscy zebrani zaczęli klaskać. Skończyli dopiero jak ciało wjechało do samochodu. Nas już popędzała Iw, że pora iść i takie tam 🙂

„Moi drodzy”, wskazała Iwonka, „przed wami jedna z dwóch bram Palermo – Porta Felice.” No tak, wielka brama, która była kiedyś granicą miasta Palermo. Przez nią odbywał się cały ruch do i z miasta. My szliśmy dalej, przez jakiś park do Pałacu Normanów. Sam park jakiś lichy taki, ale uwagę moją zwróciły wystające z krzaków białe nogi…manekina. Ktoś miał fantazję wsadzając dolną połowę manekina w krzaki, „ziomal jakiś”, pomyślałem. Oprócz tego kilku starszych panów siedząc na czym popadnie, jeden nawet na skrzynce po piwie, z zacięciem grało w karty. Ot cały park, nogi i hazard. Nie miałem pojęcia co mamy zobaczyć w tym pałacu, ale był to „must see” na liście Iw, więc nie dyskutowałem, tylko powoli wraz z mą rwą podążaliśmy do celu. To już tutaj, rozglądnąłem się, bo żadnego pałacu widać nie było. Przed nami na wzgórzu stał…hmm… budynek jak nasz blok, tylko nie z tak regularnie rozmieszczonymi oknami 😀 Nic specjalnego, no ale…bilety kupione więc idziemy.  Weszliśmy do środka, nic nie zapowiadało tego co mieliśmy zobaczyć za chwilę. Schody do góry, w tyle kuje jak cholera. Trudno zaciskam zęby i powoli wdrapuję się po nich. Swoją drogą przyjrzeć się im mogłem dosyć dobrze. Kamienne schody, a śliskie jak z ceramiki na naszym WCecie, ciekawe czy tak polerowane czy starte przez wieki używania.

Dotarliśmy wreszcie na pierwsze piętro. Nie takie zwykłe, bo wysokie jak nasze drugie 😀 Tutaj mieliśmy zobaczyć kaplicę, platynową kaplicę. Prowadziły do niej przeszkolone, drewniane drzwi, jakich wiele można jeszcze zobaczyć na wsiach. Ale jak weszliśmy do środka…to był dla mnie szok! Pomieszczenie wysokie było na jakieś 8-10 metrów, ściany od dołu po sufit pokryte mozaikami przedstawiającymi sceny ze Starego i Nowego Testamentu (chyba). Na ścianach dominowało złoto, jak później doczytałem to nie ściema, mozaiki pokryte były najszczerszym złotem! Jak by tego było mało, ołtarz również był bardzo bogato zdobiony, kapiący wręcz złotem. No dobra, śliczne to wszystko, zachwycają się ludzie, bo i mają prawo, ale żeby przez pół świata tutaj jechać aby to zobaczyć… przesada. I wtedy właśnie spojrzałem do góry, jak prawdziwemu Polakowi, na usta cisnęło się tylko jedno słowo…”o kurwa!” Sufit dla odmiany to tzw. sklepienie stalaktytowe, czyli schodzące w dół części sklepienia jak stalaktyty w jaskiniach. Moim pierwszym skojarzeniem była gra komputerowa: kolorowe schodzące w dół fragmenty tej misternej układanki barwione kolorowo, wyglądały obłędnie.  Ale skąd u licha, w XIII wieku kolesie wiedzieli jak coś takiego zrobić? Okazało się, że taki typ sufitów stosowany był już w X wieku przez Arabów! Długo nie mogłem wyjść z tej kaplicy, najchętniej położył bym się na podłodze i do wieczora odkrywał coraz to nowe cuda, ale Iw pospieszała. Po kaplicy trafiliśmy jeszcze do Sali Parlamentu Sycylii, gdzie na nasze szczęście nie było posiedzenia, więc mogliśmy zasiąść na miejscach szanownych członków. W głowie zaświtał mi pomysł, że nasi kochani parlamentarzyści też powinni mieć tak niewygodne miejsca, wtedy nie mieliby ochoty na głupie głupoty. Siedzenia obszyte były grubą skórą, lecz sprężyny wysiedziane już bardzo, na pewno używane jeszcze w XIII wieku 😉 Z bloku na zewnątrz, zrobiła nam się przepiękna rezydencja wewnątrz, z wewnętrznymi krużgankami i podwórzami, pięknymi salami, gdzie czasem widać jeszcze wpływy kultury arabskiej, aż do wystawy zegarów i innych durnostojek w korytarzach.