Karnawał w Termini Imerese

Karnawał w Termini Imerese (Il carnevale a Termini Imerese)

Witajcie Kochani 🙂 Karnawał nam się kończy ale to nie koniec zabawy. Pamiętajcie: włoski karnawał to nie tylko Wenecja! Na Sycylii jest równie ciekawie w tym okresie. W niektórych miastach w tym tygodniu rozpoczynają się parady karnawałowe. W swoich wcześniejszych wpisach wspominałam już o Corleone, o tutaj: http://labellasicilia.pl/corleone/ lub o Mezzojuso, gdzie ma miejsce piękna pantomima , o tutaj: http://labellasicilia.pl/il-mastro-di-campo-historyczna-pantomima/. Do tych miejsc dodam jeszcze Termini Imerese, niewielkie miasteczko położone niedaleko Palermo. Właśnie tam wzięły swój początek wszystkie parady, które podczas karnawału odbywają się na Sycylii. W związku z tym, że o tradycji związanej z karnawałem w Termini Imerese pisałam przy okazji artykułu o maskach, o tutaj:http://labellasicilia.pl/maski-sycylijskiego-karnawalu-le-maschere-siciliane/ teraz pozostaje mi tylko, życzyć Wam miłego oglądania fotografii z zeszłego roku!

Jeśli w najbliższych dniach wybieracie się na Sycylię, możecie również wziąć udział w tradycyjnych obchodach karnawału w Termini Imerese – uroczystości rozpoczną się 7 lutego (niedziela) i potrwają do 9 lutego (wtorek) – Martedi Grasso, który jest odpowiednikiem naszego Tłustego Czwartku, tuż przed Środą Popielcową.

Bawcie się dobrze dopóki karnawał trwa 🙂 i do następnego napisania!

Lo Spasimo – sprofanowany Kościół w Palermo

Lo Spasimo – sprofanowany Kościół w Palermo

Witajcie Kochani! Dzisiaj, postanowiłam, że napiszę Wam o ciekawym miejscu położonym w Palermo, w arabskiej dzielnicy Kalsa. Kiedy tam dotarłam po raz pierwszy, przyznaję, że zaniemówiłam! Przede mną zobaczyłam kościół Santa Maria dello Spasimo, ale to co mi odjęło mowę, to był kompletny brak dachu! Tak, tak patrząc w górę było widać niebo! Jednak, nie myślcie, że to pozostałość po II Wojnie Światowej lub sprawka trzęsienia ziemi, nic bardziej mylnego! Moi Mili, powód jest prosty – dach w tym kościele nigdy nie został wybudowany!

Historycznie, musimy się cofnąć do 1509 roku. Wówczas to jeden z prawników Palermo, wybrał się do Ziemi Świętej. Tam, w Jerozolimie, urzekł go swoim pięknem Kościół Matki Bożej Bolesnej. Wróciwszy do Palermo zadecydował oddać część swoich terenów ojcom Monte Oliveto. Tereny te miały zostać przeznaczone pod budowę kościoła zwanego Santa Maria dello Spasimo na cześć Maryji Bolesnej. Oprócz samego kościoła, miały również powstać klasztor, dzwonnica, plebania, cmentarz i niewielki ogród. Według projektu całość prac była przewidziana na 6 lat, jednak ten termin nie został dochowany.

W 1537 roku, informacja o możliwym najeździe tureckim, zapoczątkowała szybkie umacnianie wszystkich murów i bram obronnych miasta. W związku z tym, że nieskończona budowla kościoła znajdowała się blisko jednej z bram wjazdowych, ówczesne władze zdecydowały o integracji niektórych murów kościoła z murami obronnymi a mieszkający tam Ojcowie zostali zmuszeni do poszukania sobie innego miejsca.

W ciągu stuleci, sprofanowany kościół był używany na wiele sposobów: jako teatr, lazaret, hospicjum czy szpital. Po II Wojnie Światowej służył także jako magazyn ocalonych dzieł sztuki. W 1988 roku, kościół został kompletnie opuszczony.

W końcu, po wielu latach rekonstrukcji, w 1995 roku, został znowu oddany do użytku publicznego. Obecnie, kościół wraz z przylegającymi do niego budynkami, stanowi siedzibę organizacji Brass promującej sycylijski jazz. Znajdują się tutaj również Muzeum Jazz’u oraz muzyczna szkoła jazz’u.

Wszystkim gotowym aby zobaczyć to cudo, podaję adres:  Palermo, Piazza Carlo Maria Ventimiglia 13. Kompleks jest czynny od wtorku do niedzieli  w godzinach: 9.30 – 18.00. Uwaga: w poniedziałek  obiekt jest zamknięty.

Do następnego!

La frutta martorana – 01 listopada

La frutta martorana – symbol dnia 01 listopada na Sycylii

 

Cześć Kochani  🙂 Nie wiem, czy komuś z Was udało się dotrzeć na Sycylię tuż przed dniem Wszystkich Świętych kiedy to cukiernie przyciągają przechodniów barwami całej tęczy! W tym czasie nie sposób przejść obojętnie obok cukierni, z której wydobywa się zapach świeżego marcepanu, a oczom ukazują się różnorodne owoce i warzywa (tak w cukierni! :)), zwane la frutta martorana.

La frutta martorana nie bez przyczyny pojawia się w okolicach dnia Wszystkich Świętych jest bowiem uznawana przez Sycylijczyków za smakołyk zmarłych. W przeszłości, aby nieco zaangażować dzieci w uroczystości tego dnia mówiono im, że właśnie 01 listopada zmarli wracają na ziemię przynosząc im słodycze w postaci cukierków, la frutta martorana lub pupi di zucchero (małe figurki przeróżnych osób z cukru). W ten sposób chciano aby najmłodszym pozostało dobre wspomnienie o zmarłych członkach ich rodzin.

Ale zapytacie jak to się stało, że właśnie la frutta martorana obchodzi swoje święto w dniu 01 listopada? Aby poznać jakie były początki tych marcepanowych pyszności musimy się cofnąć do około 1143 roku, kiedy to Sycylia była pod panowaniem normandzkim. Wówczas właśnie, w klasztorze przy kościele Santa Maria dell’Ammiraglio w Palermo, zwanym również kościołem Martorana zakonnice założyły ogród owocowo-warzywny. Z czasem, w Palermo, rozniosła się wieść, że ten skrawek ziemi pieczołowicie pielęgnowany i doglądany stał się najpiękniejszym ogrodem w Palermo. Fakt ten dotarł także i do uszu ówczesnego biskupa, który wykorzystując swój status przełożonego sióstr zawiadomił je o swojej wizycie chcąc przede wszystkim zobaczyć sławny ogród. Niestety wizyta ta, miała się odbyć w pierwszych dniach listopada, w czasie kiedy to prawie wszystkie owoce i warzywa już się  pokończyły, ogród zaś wyglądał szaro i ponuro.

Moi Mili, ale zakonnice okazały się sprytne! Szybko zadecydowały, że brakujące owoce i warzywa zrobią z marcepanu i pokolorują je w ten sposób aby wyglądały jak najbardziej naturalnie. Następnie  zawieszą je na drzewach oraz porozkładają je na grządkach aby przypominały te prawdziwe. W ten oto sposób przyozdobiły najpiękniejszy ogród w Palermo 🙂 i zupełnie przez przypadek, zainicjowały przygotowywania la frutta martorana w okolicach dnia Wszystkich Świętych! 🙂

Kochani, na koniec dodam, że nawet Wy we własnych domach możecie przygotować marcepanowe pyszności. Potrzebne Wam będę do tego mąka migdałowa, cukier puder, woda i wanilia. Następnie wystarczy, że rozpuście cukier puder w wodzie z dodatkiem aromatu waniliowego. Kiedy woda wchłonie cukier dodajcie mąkę i wszystko razem wymieszajcie. W ten sposób otrzymacie lepką masę, którą należy przełożyć na stolnicę oprószoną cukrem pudrem i wyrabiać do momentu otrzymania stałej konsystencji, co jakiś czas podsypując cukrem pudrem. Będzie słodkie! OOO TAK! Po otrzymaniu właściwej konsystencji odłóżcie wszystko na co najmniej 1 godz. aby masa nieco stwardniała. Po tym czasie, przy zastosowaniu foremek (wybierzcie jakie chcecie) wyciskajcie z masy przeróżne kształty, które następnie pozostawcie do wyschnięcia na 24 godz.  Po tym czasie Wasze marcepanki będą gotowe aby je pokolorować barwnikami spożywczymi 🙂

Dobrej zabawy!

 

Capella Palatina – budowla czysto religijna czy sala tronowa?

Capella Palatina – budowla czysto religijna czy sala tronowa?

Witajcie Kochani 🙂 Takie właśnie pytanie od wieków stawiają sobie historycy i archeolodzy badający kaplicę pałacową (Capella Palatina) w Pałacu Królewskim w Palermo zwanym Palazzo dei Normanni. Pamiętam, że pisaliśmy już o samym pałacu o tutaj wspominając przy okazji o jego perełce jaką jest Capella Palatina. Niestety, wówczas, podczas zwiedzania, robienie zdjęć było surowo zabronione… I tutaj mamy dla Was niespodziankę! 🙂 Wróciliśmy tam jeszcze raz – i tym razem udało nam się zrobić zdjęcia! 🙂

Kochani, warto wspomnieć na początek, że Capella Palatina, której budowę rozpoczęto w 1130 roku,  zapanowania króla Rogera II została nazwana przez jednego z francuskich pisarzy Guy de Maupassant’a najpiękniejszym kościołem na świecie. Jestem przekonana, że kiedy zawitacie na Sycylię, do Palermo i ją odwiedzicie z pewnością przyznacie rację panu de Maupassant.

Oryginalnie, kaplica została wybudowana oddzielnie, poza budynkami pałacu, jednak późniejsze jego przebudowy spowodowały wchłonięcie jej do środka. Kiedy wejdziecie do kaplicy szybko się zorientujecie, że jej apsyda jest położona w kierunku wschodnim, zgodnie z tradycją budowania kościołów bizantyńskich. Ta część została wykonana na planie kwadratu z górującą półkolistą kopułą, jakie zazwyczaj spotyka się w Grecji lub w Turcji. Natomiast odwracając się w kierunku zachodnim spostrzeżecie, że budowla przypomina bazylikę z dwoma szeregami granitowych kolumn, które ją dzielą na trzy nawy. Niesamowite prawda? To tak jakby ta niewielka kaplica w swojej strukturze zawierała dwa kościoły!

Dodatkowo przyjrzyjcie się napisom, które można zobaczyć w różnych miejscach. Zostały one wykonane zarówno w języku łacińskim jak i greckim! Co więcej(!) spoglądając na podłogę oraz na wysokie oraz ostre łuki kolumn, a także motywy roślinne na ściankach odkryjemy wpływy arabskie! Będąc tam, wyobrażałam sobie pracujących Arabów, Normanów i Bizantyjczyków… i… przecież w tamtych czasach większość osób nie potrafiła czytać czy pisać…! A więc jak?  A więc jak mogli się porozumieć co do zdobień całej kaplicy?

Moi Mili, źródła podają, że Roger II, był na tyle przewidującym zarządzającym, że stworzył dla wszystkich wykonawców ilustrowaną księgę, w której zawarł całą historię Chrystusa, narodziny świata, historie świętych Piotra i Pawła. To tak jakby mieć przed sobą ilustrowaną Biblię! 🙂

Jednak kiedy spojrzycie na prezbiterium z pewnością pomyślicie, że sama ilustrowana księga nie jest wystarczająca! Trzeba być geniuszem, umieć wykorzystywać zdolności osób pochodzącymi z innych kultur, aby stworzyć tak niepowtarzalne arcydzieło, w którym jednocześnie wszystko ma swoje znaczenie! Forma kwadratu, jaką ma prezbiterium symbolizuje ziemię, a jego cztery rogi odzwierciedlają żywioły: wodę, ogień, powietrze i wodę. Tzw. bęben, czyli podbudowanie kopuły, jest na planie ośmiokąta, także nie bez przyczyny. Liczba osiem jest symbolem zmartwychwstania, sądem ostatecznym, znakiem nieskończoności czyli oznaczeniem Boga. I kiedy spojrzycie na kopułę zobaczycie, że ma ona kolor niebieski jak niebo, na tle, którego widnieje Chrystus otoczony aniołami i archaniołami. Całość jest podpisana: Il cielo è il mio trono, la terra lo sgabello dei miei piedi co oznacza: Niebo jest moim tronem ziemia zaś podnóżkiem pod moimi stopami. Tak samo jak to było w przypadku Katedry w Cefalu’, w apsydzie zobaczycie postać Chrystusa Pantokratora.

I koniecznie spójrzcie na sufit! Jest jedyny w swoim rodzaju i stanowi on jeszcze jedno potwierdzenie wpływów arabskich! Patrząc na niego odnosi się wrażenie, że projektanci musieli korzystać z grafiki 3D:) Warto podkreślić, że został on wykonany z drewna jodły l’Abete dei Nebrodi, która występuje jedynie w 29 miejscach na ziemi. Do jednych z nich należy właśnie Sycylia.

Poza tym na uwagę zasługuje świecznik, wykonany z marmuru, który znajduje się po prawej stronie ambony. U jego podstawy zostały wyrzeźbione cztery lwy, które są symbolem Normanów. Jego wysokość to ponad 4 metry. Mniej więcej na wysokości oczu (w zależności od Waszego wzrostu! ;)) zobaczycie człowieka z brodą siedzącego na poduszce z książką w ręku – to Chrystus. U jego nóg zaś została wyrzeźbiona figura mężczyzny w stroju duchownego – przyjmuje się, że tym człowiekiem jest sam Roger II.

Kochani, powyżej opisałam tylko niektóre wspaniałości jakie zawiera Capella Palatina. Koniecznie zachęcam Was do jej odwiedzenia kiedy będziecie w Palermo. Poniżej znajdzie nasze fotki z tej oto wyprawy. Miłego oglądania!

 

Cefalu w środę

O Cefalu czytałem jeszcze przed wylotem na Sycylię, planując naszą podróż. Jednak urok tej miejscowości przeszedł moje najśmielsze oczekiwania..

Z Palermo do Cefalu najlepiej dojechać pociągiem. Ze stacji głównej odjeżdża kilkanaście pociągów dziennie w tamtym kierunku.

Wraz z Olą, Em i naszą przewodniczką Iwoną kupiliśmy bilety w kasie dworcowej (koszt około 5 euro za osobę w jedną stronę).

Wsiedliśmy do pociągu który odjechał, jak się później okazało z 40 minutowym opóźnieniem lecz nikt z tego nie robił afery, to norma we Włoszech (nie tylko w Polsce).

Po przeszło 40 minutach jazdy wysiedliśmy na małej malowniczej stacji o nazwie Cefalu. Iwona poprowadziła nas w stronę starej części miasteczka wąskimi uliczkami, gęsto zabudowanymi niskimi maksymalnie dwupiętrowymi kamienicami. Na parterze każdej z nich mieszczą się sklepy z pamiątkami, knajpki i kawiarnie. Gdzieniegdzie drzewa cytrynowe i pomarańczowe dopełniają uroczej atmosfery. Ruch o tej porze roku, a musicie wiedzieć, że była to połowa stycznia był tam niewielki i pewnie w związku z tym większość lokali  była zamknięta. Mniej więcej po 20 minutach, doszliśmy do placu położonego na wzgórzu. Naszym oczom ukazał się przepiękna Normańska katedra z 1131 roku ufundowana, jak przeczytałem przez króla Rogera II, który w ten sposób chciał podziękować Bogu za szczęśliwe uratowanie mu życia podczas sztormu na morzu. Katedra z zewnątrz jest duża lecz po wejściu do środka wydaje się być gigantyczna! W apsydzie mozaika z klasycznym wizerunkiem Chrystusa Pantokratora. W jego ręku księga z napisami po grecku i łacinie. Bardzo podobny wizerunek znajduje się w Monreale o czym piszemy na naszym blogu.

Wychodząc z katedry skierowaliśmy się w stronę nabrzeża. Szliśmy powoli ciesząc rzadkim ponoć nawet na Sycylii o tej porze roku słońcem i błękitnym niebem. Widzę, widzę – krzyknęła nagle Em, która wyprzedzała nas o kilka kroków. Morze, widzę morze! Teraz i my je zobaczyliśmy zaraz za małym placykiem pokazała się ciemnoniebieska linia horyzontu na styku nieba i wody. Ech… morze zawsze przywołuje u mnie pozytywne skojarzenia. A słońce w styczniu, morze i piękne widoki to mieszanka doskonała.

W tym miejscu klif okazał się być dosyć wysoki a fale rozbijały się o niego z ogromną siłą pieniąc się na skałach. Kilka zdjęć i idziemy dalej. Po lewej stronie widać plażę – szeroką, z jasnym drobnym piaskiem.  Jest po prostu piękna. O tej porze roku prawie zupełnie pusta. Widok na kolorowe zabudowania, które przycupnęły przy brzegu oraz na majestatyczne wzniesienie Rocca, królujące nad miastem zapiera dech w piersiach.

Powoli zaczął zapadać zmierzch a my niespiesznie podążaliśmy w kierunku stacji kolejowej aby jednym z ostatnich pociągów dostać się do Palermo.

 

Sycylijskie czerwone pomarańcze

Czerwone pomarańcze!

Czerwone pomarańcze to owoc o którym pisałem już nie raz. Zachwyciłem się nimi kiedy wreszcie udało mi się ich spróbować w Palermo, prosto z targu Ballaro. Świeże, soczyste i czerwone. Ich sok ma kolor krwi. Mają wyraźny, cierpkosłodki smak, zdaniem niektórych, przypominający maliny. Teraz właśnie późną zimą i wczesną wiosną owoce te dojrzewają i są gotowe do zbiorów. Dodam że te odmiany występują wyłącznie na Sycylii.

Udało się, znalazłem firmę która sprowadza do Polski te owoce, ale nie tylko je sprowadza lecz również uprawia. Mają Oni dwa sady w których dojrzewają pomarańcze. To sycylijskie gospodarstwo znajdują się  na terenie dwóch sąsiednich gmin: Lentini i Carlentini i może się poszczycić europejskim certyfikatem żywności ekologicznej. Skórka pomarańczy nie jest zabezpieczana żadnymi środkami chemicznymi ani woskiem. Spokojnie można jej później użyć do wszelkiego rodzaju wypieków. Zarówno czerwone pomarańcze jak i inne sycylijskie specjały można zamówić u nich na stronie internetowej www.incampagna.pl. Zbiorowa wysyłka do polski realizowana jest raz w miesiącu. Następnie już z polski firma kurierska rozwozi zamówienia wprost do domu klientów 🙂 My zamówiliśmy Cubotto pomarańczy Moro, w smaku są dokładnie takie jak zapamiętałem je z Sycylii a jak wyglądają zobaczcie sami!

od 06.01 Karnawał – Il carnevale

od 06.01 Karnawał – Il carnevale

carnevalenanni

 

 

 

 

Powszechnie wiadomym jest, że okres karnawału wyznacza Święto Trzech Króli (6 stycznia) oraz wtorek przypadający przed Środą Popielcową, która to zawsze rozpoczyna Wielki Post. Także i na Sycylii schemat został zachowany. Jest to czas zabaw i spotkań przyjaciół, rodzin i znajomych. W tym czasie organizowane są bale i dyskoteki, ale także w niektórych miejscowościach został utrzymany zwyczaj kolorowych parad. Najczęściej rozpoczynają się one w ostatni weekend karnawału i trwają aż do wtorku. Warto przybyć na Sycylię w tym okresie i zobaczyć niesamowite przebrania osób w nich uczestniczących, posłuchać muzyki, zobaczyć tradycyjne spektakle, pantominy czy satyry. W karnawałach uczestniczy także wielka kolorowa marionetka zwana nannu, którą na zakończenie karnawału się podpala. Podpalenie symbolizuje zakończenie świętowania i przejście do okresu Wielkiego Postu. Do tradycji kończących Karnawał należy także pokaz sztucznych ogni.  Miasta, w których warto zobaczyć parady to: Acireale (prowincja Catania), Sciacca (prowincja Palermo), Mezzojuso (prowincja Palermo) i Corleone (prowincja Palermo).

 

Street food na Sycylii

Dla wielu podróżników street food jest nie tylko najprostszym i najbardziej przyjaznym dla kieszeni sposobem na odbudowanie, nadwątlonych podczas zwiedzania, sił. Street food dla niektórych, a w szczególności w niektórych miejscach, może być również celem samym w sobie. Jest to rodzaj mody. W związku z tym amerykański portal VirtualTourist przeprowadził badanie wśród swoich przeszło 1,3 miliona użytkowników, które miało wskazać gdzie „uliczne jedzenie” smakuje najlepiej.

Nie jest dla nas zaskoczeniem, że Palermo zajęło w tym rankingu zaszczytną 5 pozycję 🙂

Turyści doceniają różnorodność żywności sprzedawanej na ulicach sycylijskiej stolicy. Strudzonego wędrowca w porze lunchu pokrzepią dostępne w wielu wersjach arancini (smażone kule z ryżu kryjące w sobie smakowite nadzienie – najpopularniejsze są z mięsem i serem). Warto wymienić również crocche (rodzaj małych ziemniaczanych kotlecików, panierowanych w bułce tartej – sycylijski odpowiednik frytek) oraz panelle (małe, smażone na głębokim tłuszczu placuszki wykrawane w formie prostokątów lub rąbów, przygotowane z mąki z cieciorki wraz przyprawami). W sezonie zimowym trzeba spróbować cardoni (mało popularne w Polsce smażone karczochy).

Typową palermitańską przekąską, jakby specjalnie stworzoną dla poszukiwaczy mocniejszych wrażeń jest panino con la milza (miękka bułka z sezamem z nadzieniem ze śledziony). Kolejną potrawą w tej kategorii jest stigghiola (owcze jelita pieczone na grillu, przyprawione pietruszką i sokiem z cytryny). Wszelkiego rodzaju „podroby” mają silną reprezentację w ulicznej kuchni Palermo.

Osoby gustujące w bardziej tradycyjnych włoskich potrawach również nie wyjadą z Palermo zawiedzione: sycylijska pizza, granita, a nade wszystko lody (musicie spróbować podawanych w słodkiej bułce zamiast tradycyjnego wafelka) są dostępne w wielkim wyborze.

Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie!

Sycylijski obiad i Foro Italico

Po wyjściu z Pałacu Normanów zgłodnieliśmy nie na żarty. Było po 13.00.
-Iwona, może coś byśmy zjedli, Sycylijski obiad?  Zapytałem
-Ok, pójdziemy do takiej knajpki gdzie zjemy typowy Sycylijski obiad
Kluczyliśmy uliczkami Palermo przechodząc znowu przez centrum, gdzie widać było jak brak remontów starych kamienic zostawił swoje piętno.
-Zaraz będziemy przechodzić przez Balaro. To jeden z większych targów w Palermo. Co prawda dzisiaj jest poniedziałek więc nie będzie wielu sprzedawców ale może kupimy te Twoje czerwone pomarańcze.
Kupiliśmy czerwone pomarańcze, mój „święty grall”. W Polsce praktycznie nie dostępne, a Sycylia z nich słynie. Nie wyglądają jakoś bardzo okazale, lecz po przekrojeniu zamiast koloru pomarańczowego miąsz w środku jest ciemno czerwony, krwawy wręcz 😀 A smak, ech…o tym później. Oprócz pomarańczy zanabyliśmy drogą kupna trzy gatunki oliwek, zapakowane w papierowe rożki pokryte od wewnątrz folią. Poręczne jeśli chcesz spróbować ich przed dojściem do domu.

-Daleko jeszcze zapytała Em, uff dobrze że Ona bo ja chciałem zapytać o to samo.
-Jeszcze jakieś 15 minut już blisko 😛 usłyszała córa i się podłamała
Stopniowo zabudowa robiła się coraz rzadsza, przy budynkach pojawiały się ogrody a w nich drzewa pomarańczowe lub cytrynowe. Stwierdziłem że oddalamy się od centrum miasta, którego zabudowa była bardzo ścisła.
– To tutaj, tuż za rogiem jest ta knajpka….która była zamknięta 🙁 Emka z zawodem jęknęła bo i nogi wchodziły nam w…tylną część ciała a i moja kochana rwa dawała o sobie już mocno znać.

– Niedaleko jest kolejna knajpka, prawie na przeciwko ogrodu botanicznego może tam jeszcze będzie otwarte, stwierdziła Iwona.
– Jak to jeszcze otwarte, przecież jest środek dnia, 14 .00 wiec wszystko powinno być otwarte. Okazało się że to prawda ale nie na Sycylii. Tutaj jeśli chcesz zjeść obiad szykuj się na niego pomiędzy 12.30 do 14.00 właśnie. Później już tylko nieliczne knajpki są otwarte, ponownie otwierają około 19.00 z menu kolacyjnym.
Na całe szczęście druga knajpka była otwarta jeszcze pół godziny. Wchodzimy, a w środku całkiem sporo ludzi. Lokal długi na jakieś 30 metrów i szeroki na 15, lekka kiszka. Po lewej stronie ustawione przeszklone lady chłodnicze a po prawej siedzą przy malutkich stolikach ludzie.
– Co jemy? padło pytanie i chwila konsternacji bo zamiast ziemniaków, schabowego czy bigosu w ladach leżały kanapki, jakieś kule wielkości pomarańczy lub słodkości. Na początku myślałem że będą mieli jakieś menu czy coś, ale nie…wszystko wystawione jest na zewnątrz.

Arancini No dobra…jeśli wejdziesz między wrony…zamówiłem kanapkę Panini z szynką i mozzarellą i tę kulę, kula jak się okazało nazywa się Arancini a jej nazwa pochodzi od pomarańczy z wiadomych już powodów. Kanapkę dostałem podgrzaną w opiekaczu, jak na śniadanie i naprawdę była dobra. Chwilę dłużej czekałem na kulę, kula zrobiona jest z ryżu w środku którego w zależności od typu jest mięso wieprzowe (taki gulasz) a całość otoczona w bułce tartej i smażona w gorącym tłuszczu. Nadzienia Arancini mogą być różne, na przykład szpinakowe, z mozzarellą i szynką a raz do roku dostępne są również z nadzieniem z nutelli! Ale chyba ta słodka wersja nie byłaby moją ulubioną sycylijską potrawą.

 

 

cannoliPo „obiedzie” pozwoliliśmy sobie jeszcze na Cannoli, kolejny sycylijski przysmak. Są to rurki z ciasta podobnego jak na faworki tylko mniej kruchego z nadzieniem z sera ricotta. Do tego tradycyjne o tej porze espresso , palce lizać.
-To gdzie teraz zapytałem mając nadzieję że pójdziemy do tego ogrodu botanicznego na przeciwko gdzie spokojnie będę mógł zapalić.
– Tak, do ogrodu odpocząć, zawtórowała córcia 😛
– Weszliśmy do otwartej części gdzie przy wejściu stała naturalnych wymiarów łódź rybacka zrobiona z betonu z rozpiętym żaglem. Na łodzi stała św Rozalia patronka Palermo. Sam żagiel obłożony był kolorowymi kawałkami lusterek, ponoć w pogodny dzień mieni się on tysiącem kolorów. Było jednak pochmurnie i efekt był hmmm…taki se.

 

 

Czerwone pomarańczeUsiedliśmy na ławce, dziewczyny zaczęły gadać, a ja przypomniałem sobie o skarbie jaki leży w plecaczku…5 kg czerwonych pomarańczy 🙂
Otwierając pierwszą już wiedziałem że będzie dobrze 😀 kiedy czerwony sok spłyną mi po rękach. Smak, smak tego gatunku pomarańczy jest nie do pisania, nawet nie będę próbował… Zastanawiam się dlaczego nigdzie w Polsce nie są dostępne te jakże wyszukane owoce. Iw, która mieszka w Palermo od jakiegoś już czasu nigdy ich nie próbowała. Przekonała się jednak i zrozumiała mój zachwyt…w sumie w czwórkę w otoczeniu palm i innych egzotycznych drzew zjedliśmy jakieś dwa kilogramy 😀

 

 

 

Foro ItaliccoZ ogrodu botanicznego nad brzeg morza, miejsce znane Foro Italico było jakieś 700 metrów, prowadziła nad nie szeroka droga. Jakże inny okazał się brzeg morza w Palermo od moich oczekiwań, nie piasek i plaża a ogromne kamienie i od początku głęboka woda. Sam brzeg za to bardzo fajnie urządzony, oprócz miejsca gdzie można pograć w kosza czy pobiegać wzdłuż brzegu z betonu zrobione zostały prostokątne ławy. Obłożone zostały kolorowymi płytkami i pokryte powłoką ceramiczną. Pełniły one rolę miejsc do siedzenia lub ćwiczeń. W oddali widać było palermitański port z żurawiami i redą. W drugą zaś stronę ciągnęło się miasto z prowadzącą do niego bramą…ale o tym już w następnej części.