Castelbuono – stolica dobrego smaku, sztuki i kultury średniowiecznej

Castelbuono – stolica dobrego smaku, sztuki i kultury średniowiecznej

Cześć Moi Mili 🙂 Wakacje rozpoczęte! I ja także rozpoczęłam swoje podróże, te dalekie i bliskie, po Sycylii 🙂 W moich poprzednich artykułach wspomniałam już Wam o Tindari i o Caccamo. Do kolejnego miejsca, które ostatnio odwiedziłam należy Castelbuono, leżące pomiędzy gajami oliwnymi, drzewkami migdałowymi i przede wszystkim jesionami, dzięki którym, miejsce to słynne jest z tzw. manna, czyli soku właśnie z tych drzew.

O Castelbuono słyszałam już od jakiegoś czasu. Przez Sycylijczyków, w szczególności tych z prowincji Palermo, uważne jest za stolicę dobrego smaku, sztuki i kultury średniowiecznej, gdzie na przestrzeni wieków władzę sprawowała jedna z najbardziej wpływowych szlacheckich rodzin Sycylii – Ventimiglia.

Kiedy przybyłam do Castelbuono zachwyciły mnie uliczki i liczne zakątki, jeszcze z XIV!, kościoły i fontanny oraz górujący nad całą miejscowością zamek książąt Ventimiglia. Zamek, dzięki ostatniemu jego właścicielowi baronowi Fraccia, który zgodził się na jego sprzedaż, stał się w 1920 roku własnością miejską. To co mnie zachwyciło najbardziej, w jego środku, to całkiem dobrze zachowana kaplica pałacowa pod wew. Św. Anny. I koniecznie zajrzyjcie do zakrystii aby z jej balkoniku spojrzeć na piękną panoramę miasteczka i majestatycznie rozciągające się nad nim góry!

Patrząc historycznie wstecz, to co możemy oglądać obecnie, przemierzając ulice Castelbuono, miasto zawdzięcza nie tylko rodzinie Ventimiglia ale także Bizantyńczykom, którzy jako pierwsi rozpoczęli rozbudowę pierwszej jego siedziby, zwanej wówczas Ypsigro. Nazwa ta wywodziła się od samego położenia, o którym przyjęło się mówić, że leży w chłodnej strefie, na średniej wysokości. I to prawda! Castelbuono leży na wysokości 423 m.n.p.m. 🙂

Jednak nie tylko walory historii i sztuki przyczyniły się do tego, że miasteczko stało się jednym z najczęściej odwiedzanych przez Sycylijczyków na weekend. Do innych, równie ważnych, należą muzyka i kuchnia.

Moi Mili, ważnym abyście wiedzieli, że każde miejsce na Sycylii ma swoją kuchnię regionalną, której przysmaki z trudem znajdziecie w innych miejscach. Tak samo jest także z Castelbuono. Kiedy tam zawitacie, z serii ciast i ciasteczek nie możecie pominąć testa di Turco – rodzaj ciasta, typu nasze faworki, które układane jest na dno miseczki lub innego naczynia i zalewane kremem przygotowanym na bazie mleka i cukru, do którego, pod koniec, dodawane są kropelki czekoladowe. Całość posypywana jest wanilią. Kolejnym słodkim przysmakiem jest mostarda di fichi d’India, czyli rodzaj marmolady przygotowanej z owoców fico d’india (pisałam o tym owocu tutaj), do której dodaje się orzechy i migdały. Oczywiście w mojej wyliczance nie może zabraknąć także panettone, z wyrobu, którego słyną bracia Fiasconaro 🙂 To rodzaj naszego ciasta drożdżowego z bakaliami (wersja podstawowa) lub nadziewanego kremem np. z pistacji lub z manna.

I jak już jesteśmy przy manna. Manna to naturalny sok jesionu, który zbierany jest od lipca do września. Na Sycylii właśnie Castelbuono jest uważane za stolicę manna. Sok ten ma szereg walorów odżywczych dlatego, oprócz zastosowania cukierniczego, jest również używany w przemyśle farmaceutycznym i kosmetycznym.

Na koniec jeszcze pozostaje mi wspomnieć o wydarzeniach muzycznych. Kochani dla wszystkich z Was, którzy są fanami jazzu lub rocka zapraszam do Castelbuono na odbywające prawie od 20 lat dwa festiwale: Ypsigrock – festiwal muzyki rockowej oraz Festival Jazz.

Do następnego!

Schody tureckie – (La scala dei Turchi)

Schody tureckie (La scala dei Turchi)

Witajcie Moi Mili o poranku 🙂 Dzisiaj napiszę Wam o jednej z wielu perełek Sycylii – o tureckich schodach. Szczerze, nie byłam jeszcze w Turcji, chociaż już od wielu osób słyszałam, że warto, ponieważ jest piękna 🙂 Jednak, na razie, w związku z innymi planami, zacznę podziwianie tego co tureckie, od schodów, które znajdują się na Sycylii 🙂 😉 😉 Taaa… powiecie, że mogłabym sobie znaleźć coś bardziej wysublimowanego do podziwiania, a nie jakieś tam schody!

A więc wyobraźcie sobie skałę, w swojej konstrukcji falowaną i zaokrągloną, poprzecinaną w poprzek warstwami tworzącymi stopnie, nachyloną nieco w kierunku morza…a teraz zmieńcie jej kolor na biały! Tak, na biały, jak u porcelanowego słonia! Tak mniej więcej mogłabym Wam opisać same schody… Aby dopełnić naszego wizualnego portretu potrzebna jest jeszcze sceneria, w której znajdują się schody – wyobraźcie sobie turkusowo – szafirowy kolor morza, w którym odbite jest niebieskie niebo… taki jest właśnie, naturalny krajobraz tureckich schodów 🙂

Pytanie, które się nasuwa – dlaczego skała jest biała? Kochani, ta część Sycylii zbudowana jest ze skały osadowej zwanej margiel. Margiel w swojej naturze jest szary lub biały. Dodatkowo jest on dosyć podatny na działanie warunków atmosferycznych takich jak: deszcz, wiatr czy słońce – stąd właśnie poszczególne warstwy skały, żłobione w czasie przez deszcz czy wiatr, wytworzyły naturalne schody 🙂

Ciekawostką jest nazwa, nieco dziwna, ponieważ wszak jesteśmy na Sycylii, nie w Turcji. Według legendy, pochodzi ona od arabskich piratów, którzy cumowali swoje okręty w pobliżu tego miejsca, ze względu na łatwy, bo po stopniach, dostęp do okolicznych wsi. Arabowie, byli nazywani przez miejscową ludność, Turkami właśnie! 🙂

Jak dotrzeć do La scala dei Turchi? Jadąc od strony Agrigento kierujcie się w stronę Porto Empedocle. Miejscowość ta położona jest mniej więcej około 7-8 km od Agrigento. Następnie, kiedy dotrzecie do tej miejscowości szukajcie znaków na Lido Rossello. Po kolejnych 7 km powinniście przybyć do celu! 🙂

Powodzenia!

Z osobistych zapisków: życie na Sycylii a mafia

Z osobistych zapisków: życie na Sycylii a mafia.

Cześć Kochani 🙂  Obudziłam się, sięgnęłam myślami wstecz i uśmiechnęłam się do siebie – do dzisiaj pamiętam jak wybierałam się po raz pierwszy na Sycylię – z jednej strony pociągała mnie ta niezwykła wyspa, z drugiej – polski (ale myślę, że nie tylko!) stereotyp o mafii tkwiący w mojej głowie tykał jak bomba – jedziesz tam sama, do miejsca, w którym mafia czai się na każdym kroku, gdzie podróżująca samotnie kobieta z pewnością zostanie napadnięta lub porwana… znacie to skądś? 😉 No, Kochani, ale do odważnych świat należy! 🙂 Wyruszyłam, przybyłam… i zostałam pochłonięta… ale nie przez mafię, tylko przez piękność tej wyspy… i… wróciłam na Sycylię jeszcze kilka razy(!) aby w końcu podjąć decyzję, że chcę na niej zamieszkać i pokazać Wam te cuda! 🙂 🙂

Muszę powiedzieć, że podczas każdego z moich samotnych wyjazdów moje lęki w głowie, jeden po drugim, po prostu odpadały. Zwiedzając miasteczka i miasta, podpatrując ludzi, ich zachowania i słuchając języka – dialektu sycylijskiego, który nijak nie przypominał włoskiego jakiego uczono mnie w szkole! – czułam spokój i radość. Bardzo szybko zauważyłam, że moje obawy o napady, rozboje i kradzieże wyparowały! 🙂

Z czasem, już po przeprowadzce, odkryłam jak dużo serdeczności i prostej ludzkiej życzliwości mają w sobie Sycylijczycy. Kiedy zawitacie na Sycylię, jestem przekonana, że każdy z Was doświadczy uczucia zatrzymania czasu. Tutaj, w dalszym ciągu ważne są przyjaźnie, te jeszcze ze „szkolnej ławy”, wspólne suszenie pomidorów czy przygotowywanie salsy (przecieru pomidorowego) przy opowiadaniu przeróżnych historii:) Ważne są religia i tradycja, które mają swoje odzwierciedlenie w przeróżnych pochodach czy podczas festiwali.

I ta gościnność! Kochani, podróżowałam to-tu-to-tam po świecie, jednak nigdzie nie spotkałam się aż z taką gościnnością! No może u nas w Polsce, w niektórych regionach! 🙂 🙂  Osoby, które mnie odwiedzały były zdziwione, widząc jak mój Sycylijczyk skrupulatnie przygotowuje menu na kolację czy obiad począwszy od przystawek, poprzez danie główne, kończąc na deserze i winie podawanym właśnie podczas deseru. I co Wam powiem – zawsze wyszukuje coś typowo sycylijskiego, oczywiście sprawdzając wcześniej czego nasi goście nie jedzą, bo nie lubią lub nie mogą.

Mieszkając tutaj odkryłam, że Sycylijczycy niechętnie mówią o mafii, i nie dlatego, że jest to temat tabu, ale dlatego, że to temat bardzo trudny! Do tej pory, wielu żyjącym sycylijskim rodzinom, mafia „zabrała” córki czy synów, ojców czy matki, ich dobytek rodzinny lub dochody pozwalające normalnie żyć. Pozostawiła także niewidoczną rysę w sercu, ból i smutek! Z drugiej strony pozwoliła na zjednoczenie się w walce przeciw mafii i promocji tzw. anty-mafijnej kultury! W dniu 23 maja, w najbliższą sobotę Sycylijczycy będą obchodzić 23 rocznicę śmierci dwóch sędziów – Falcone i Borsellino, dzięki którym odbył się największy proces sądowy wymierzony przeciw mafii. Z pewnością o nich dwóch napiszę Wam oddzielny artykuł. Ponadto powstało wiele organizacji i fundacji pomagających w walce z mafią, jedną z nich np. jest adiopizzo, czyli żegnaj haraczu.

Antyczne zawody sycylijskie

Antyczne zawody sycylijskie – Antichi mestieri siciliani

Cześć Kochani! W ostatnich dniach przytrafiło mi się całkiem niespodziewane spotkanie, z którego oto zrobiłam notatki aby Wam niezwłocznie „donieść” 😉

Załatwiając sprawy na poczcie (a nie tylko w Polsce na poczcie trzeba poczekać! ;)) rozpoczęłam rozmowy ze starszym panem, który w tym dniu miał odebrać swoją emeryturę… i rozmowa oto zeszła na ciekawy temat, który pociągnęłam przez kolejne dwa dni, na sycylijskiej kawce ;). Nasza rozmowa dotyczyła dawnych zawodów jakie występowały na Sycylii, a które wraz z postępem ekonomiczno-technicznym po prostu przestały istnieć. Do takich zawodów należały:

1) L’acconciaterraglie, w dosłownym tłumaczeniu byłby to „naprawiacz ceramiczny lub gliniany”. Była to osoba, wyspecjalizowana w sklejaniu ceramiki, glinianych naczyń użytku domowego. L’acconciaterraglie wędrował od miejscowości do miejscowości i wołając donośnym głosem zapraszał mieszkańców do skorzystania z jego usług.

2) Lo stagnino, czasownik „stagnare” z włoskiego oznacza „wybielać” tak więc jak się domyślacie lo stagnino to osoba zajmująca się wybielaniem. Kochani, w czasie kiedy naczynia gospodarstwa domowego były wykonane z miedzi, lo stagnino był niezastąpiony! Gospodynie domowe wzywały go do wybielania garnków lub patelni aby odizolować jedzenie od miedzi i tym samym uniknąć jej toksyczności!

3) L’arrotino, czyli naostrzacz – macie w domu noże lub nożyczki do naostrzenia? A więc potrzebujecie l’arrotino! 🙂 Proste, prawda?! Była to osoba, która wraz ze swoim nieco przerobionym rowerem wyposażonym w osełkę i wodę chodziła od domu do domu proponując usługi ostrzenia sprzętu domowego. Czasami także miała jeszcze jedną „specjalizację” – naprawiała parasole!

4) Il pescatore con nasse, czyli rybak z pułapkowym węcierzem, czyli koszem to połowu ryb. Oooo, Kochani ten zawód to była „wyższa szkoła jazdy”, ponieważ dobry rybak musiał nie tylko znać się na łowieniu w ten sposób ryb, ale także na przygotowaniu odpowiedniego kosza! Le nasse, węcierze, były konstruowane przede wszystkim z trzciny i stanowiły rodzaj pułapki dla ryb. System pułapki jaki był stosowany pozwalał rybie wpłynąć do kosza, jednak nie mogła się już stamtąd wydostać. Kosze powiązane między sobą sznurkiem były zanurzane w wodzie i oznakowane unoszącym się pławikiem. Warto abym dodała, że w zależności od wielkości kosza, rodzaju ryb (kosze były przygotowywane zawsze pod rodzaj ryby jaki chcieliśmy złowić) oraz typu przynęty, dobrzy il pescatore con nasse potrafił złowić do 80 km ryby.

5) Il pescatore di polpi, czyli rybak ośmiornic. Ten zawód, podobno się jeszcze utrzymuje i ośmiornice są łowione także i tym sposobem do dnia dzisiejszego jednak należy dodać, że nie należy on do prostych. Aby go wykonywać, osoba na początek musi zaopatrzyć się w harpun i coś z rodzaju wiaderka, którego dno jest ze szkła! (zdjęcia, jak można je zrobić czarno-białe to lepiej) Harpun powinien być długi na co najmniej 3 lub 4 metry i posiadać zęby z żelaza. Tak więc jak łatwo się domyślić nie każdy z nas jest w stanie utrzymać takie narzędzie a co mówić jeszcze z nim łowić! 😉 Wiaderko zanurza się w wodzie, szkłem do dołu dzięki czemu widzimy dno morskie bez żadnych „zakłóceń” i w powiększeniu. Jak się domyślacie połów, odbywa się blisko brzegu. Mając na uwadze, że ośmiornica jest jednym z najbardziej inteligentnych zwierząt morskich, w tym zawodzie oprócz siły trzeba być niebiańsko cierpliwym aby ją najpierw zlokalizować, następnie wypędzić ze swojej kryjówki a potem ją jeszcze schwytać (przebić!).

6) Il bombolonaio, czyli w dosłownym tłumaczeniu pączkarz (il bombolone w języku włoskim oznacza pączek) była to osoba, która ze swojego roweru lub też trajki (trzykołowy pojazd) sprzedawała słodki wyrób na bazie cukru i karmelu, w kształcie naszych pączków wiedeńskich. Tutaj należy podkreślić, że pączki były jeszcze ciepłe a ich zapach unosił się wszędzie gdzie tylko pojawiał się il bombolonaio. Dodatkowo pączki były różnych kolorów np. żółte z dodatkiem soku i skórki z cytryny, fioletowe – morw, czerwone – truskawek.

7) Il cantastorie, czyli gawędziarz lub bajarz – jeden z najważniejszych zawodów w tradycji i kulturze sycylijskiej. Bajarze wędrowali od miasteczka do miasteczka, zatrzymując się na placach i opowiadając przeróżne historie, przy akompaniamencie jakiegoś instrumentu. Po każdym z takich przedstawień datki za występ były zbierane do kapelusza. Z czasem, oprócz zwykłej zbiórki pieniędzy bajarz miał w sprzedaży mydełka, drumle (o tym pisałam tutaj) lub kasety ze swoimi opowiadaniami.

8) Il carrettiere, czyli woźnica, zawód bez którego przewóz towarów na Sycylii w czasach antycznych nie byłby możliwy. Pamiętacie jak Wam pisałam o carretto siciliano? To właśnie woźnica „kierował” końmi lub mułami, które zaprzęgnięte do carretto ciągnęły towar. Należy podkreślić, że woźnica wozu sycylijskiego był osobą niecodzienną – przyzwyczajony do znoju i ciężkich podróży, często nocował przy drogach i zawsze był najlepiej poinformowany. Ponadto zdarzało się, że carretto siciliano był używany także do przewozu osób, stąd ważnym były umiejętności woźnicy. Musicie wiedzieć, że zawód ten był bardzo szanowanym wśród Sycylijczyków i powszechnie uznawano, że im ładniej wóz był wymalowany tym wyższy status posiadał jego właściciel.

9) La lavandaia, czyli praczka – ten zawód, jak się łatwo domyślić był wykonywany przez kobietę. Prała ona bieliznę, pościel i ręczniki innych osób. Na Sycylii ten zawód wykonywany był przede wszystkim przez wdowy. Kochani, był to czas kiedy gospodyni nie miała pralki w domu i kiedy np. była chora, aby utrzymać należytą czystość bielizny lub pościeli gospodarz zawsze wzywał praczkę. Praczka także należała często do służby w zamożnych domach, w których gospodarze mogli sobie na nią pozwolić.

Kochani, pozostało w moich notatkach jeszcze kilka niecodziennych zawodów i także takich, które na Sycylii istnieją do tej pory. Jednak o tym napiszę następnym razem!

Do napisania!

 

Cefalu w obiektywie Janka

Cefalu w obiektywie Janka

Sycylijskie miasteczko słynące ze średniowiecznej zabudowy i pięknego, malowniczego położenia. Cefalu leży na północnym wybrzeżu Sycylii, niespełna 70 km na wschód od Palermo.

To perełka sycylijskiego wybrzeża położona u podnóża masywu skalny La Rocca. Przyciąga turystów nie tylko swoimi zabytkami, ale również bardzo ładną piaszczystą plażą oraz czystym, turkusowym morzem. Spacer po Cefalu zaczęliśmy od promenady nadmorskiej biegnącej wzdłuż piaszczystej plaży, która doprowadziła nas do starego miasta. Zaraz po wejściu w wąską uliczkę starówki trafiliśmy na słynną średniowieczną pralnię.Zbudowany z kamienia system wanien z zasilającym je w słodka wodę kamiennym kanałem był miejscem, gdzie tutejsze kobiety robiły prania. Całe stare miasto pełne jest uroczych uliczek i zakamarków. Wszędzie można znaleźć świetne restauracje, pizzerie i cukiernie. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie widok miasteczka z nabrzeża znajdującego się na końcu cypla, na którym leży starówka. Czysta, turkusowa woda, urocze kamieniczki stojące na samym brzegu morza, górujący nad nimi masyw La Rocca i błękitne niebo.

Tak wyobrażałem sobie Sycylię zanim tu przyjechałem. Dalej poszliśmy ścieżką prowadzącą przez kamienny klif, na którą można wejść z nabrzeża. Zwieńczeniem naszego spaceru po Cefalu była piękna katedra, której budowę rozpoczęto w 1131 roku. W tym roku katedra została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jej charakterystycznym elementem stanowiącym wystrój wnętrz jest cudowna bizantyjska mozaika przedstawiająca Chrystusa Pantokratora. Po tak uroczym, ale i wyczerpującym spacerze pozostało nam usiąść w jednym z licznych ogródków restauracyjnych znajdujących się na głównym placu Cefalu, aby posilić się specjałami kuchni sycylijskiej i wypić coś zimnego.

Ten uroczy dzień w Cefalu zawdzięczamy uroczej Iwonce z La Bella Sicilia rezydującej na Sycylii, która nakłoniła nas do odwiedzenia tego miejsca i była naszym przewodnikiem. Dziękujemy Iwonka i pozdrawiamy. Do zobaczenia na Sycylii.

 

Erice – miasto ponad chmurami

Erice – miasto ponad chmurami

Kochani, dzisiaj kolejna część opowieści naszego przyjaciela Janka z jego wyprawy na Sycylię.

Erice leży tuż obok Trapani. My jechaliśmy tam z Castellammare del Golfo. Już z odległości kilkunastu kilometrów było widać Monte San Giuliano wznoszące się na ponad 750  m.n.p.m., na szczycie którego znajduje się średniowieczne miasteczko Erice. Była piękna słoneczna pogoda, ale w rejonie Erice zobaczyliśmy dużą, złowrogo wyglądającą masę chmur. Obawiałem się, że jedziemy w burzę. Dojeżdżając do Erice okazało się, że mamy wyjątkowe szczęście. Burzy oczywiście nie było, a chmury sprawiły, że Erice okazało się miasteczkiem ponad chmurami. Widoki były niesamowite. Wąskimi, brukowanymi uliczkami, wśród kamiennych, średniowiecznych domów doszliśmy do punktu widokowego w rejonie zamku. Z tego miejsca rozpościera się najpiękniejszy widok na Morze Tyrreńskie, Zatokę Bonagia  i wzgórza na terenie Riserva Naturale Orientata Monte Cofano. Niestety, a może na szczęście widok ten zasłaniały chmury. My byliśmy ponad nim w pełnym słońcu. To było niesamowite wrażenie. Aby dopełnić nasz zachwyt z pobytu w tym miejscu, na wzgórze dojechał piękny tradycyjny wóz sycylijski, czyli carretto siciliano. Bardzo sympatyczny sycylijczyk grając na akordeonie odśpiewał melodie z Ojca Chrzestnego. Poczuliśmy prawdziwie sycylijskie klimaty. Po tych wrażeniach postanowiliśmy ochłonąć na tarasie sympatycznej restauracyjki popijając sycylijskie wino. 

Polecam wszystkim Erice. Tego miejsca nie można pominąć w czasie pobytu na Sycylii.

Castellammare del Golfo

Castellammare del Golfo

Kochani, tym wpisem rozpoczynamy serię do której tworzenia zapraszamy Was. Oto Wasze historie i zdjęcia związane z Sycylią 🙂

Dzisiaj nasz przyjaciel Janek, który wiosną tego roku był na Sycylii przesłał nam zdjęcia, i to jakie zdjęcia…zresztą zobaczcie sami 😀

„Wysyłam Ci fotki z Castellammare del Golfo, gdzie zatrzymaliśmy się w czasie naszego pobytu na Sycylii. To urocze, spokojne miasteczko położone w połowie drogi pomiędzy Trapani, a Palermo.
Jest w nim mała marina i niewielki port rybacki, w którym rybacy każdego ranka sprzedają złowione ryby. Na nabrzeżu jest kilka sympatycznych restauracji, gdzie wieczorem można miło spędzić czas i zjeść świeże owoce morza popijając sycylijskie wino. Fajny punkt wypadowy do Erice, Trapani, czy Palermo.”

 

 

Czekolada z Modica – nie możecie jej nie spróbować!

Czekolada z Modica – nie możecie jej nie spróbować! La cioccolata di Modica – non potete non assagiarla!

Witajcie Kochani! Mam nadzieję, że w Polsce zrobiło się nieco cieplej i przyszła tak długo wyczekiwana wiosenka 🙂 Dzisiaj przed nami ciekawy i bardzo słodki temat – czekolada z Modica. Odwiedzając Sycylię warto odwiedzić to urocze miasteczko nie tyko ze względu na jego urok, ale także na czekoladę o zupełnie niezapomnianym smaku! 🙂

A co jest takiego niesamowitego w tej czekoladzie? Jest ona po prostu zupełnie inna, od tej którą zazwyczaj kupujcie w sklepach, ponieważ proces jej wytwarzania odbywa się na zimno. Moi Mili, celem wyjaśnienia co oznacza to „na zimno” muszę odnieść się do procesu wytwarzania samej czekolady.

W metodologii produkcji czekolady masa kakaowa, z której ma zostać wytworzona czekolada, poddawana jest konszowaniu, czyli dokładnemu wymieszaniu składników i przede wszystkim odparowaniu wody. Podczas tego procesu do masy dodawany jest również cukier oraz inne składniki uzupełniające. Należy wspomnieć, że konszowanie przeprowadza się w temperaturze pomiędzy 40°C -105°C i zazwyczaj trwa około 3-4 dni. Proces konszowania u czekolad, które kupujemy w sklepach, odbywa się zazwyczaj w temperaturze od 55°C do 90° C przez co masa kakaowa traci swoje walory odżywcze i smakowe.

A jak to ma się do naszej czekolady z Modica? A oto tak, że proces tej czekolady, odbywa się jeszcze antycznymi metodami, które przywędrowały na Sycylię podczas panowania Hiszpanów, w XVI wieku! Konszowanie czekolady z Modica odbywa się przy 40°C, a więc jak wspomniałam powyżej, praktycznie na zimno. Także i w tym przypadku do masy kakaowej dodawany jest cukier, który przy takiej temperaturze nie zdąży się rozpuścić i jak otworzymy tabliczkę czekolady możemy go natychmiast dostrzec. Co więcej, czekolada wytworzona w ten sposób nie traci swoich walorów odżywczych oraz smakowych. Oprócz cukru, mistrzowie produkcji czekolad z Modica, nie dodają żadnych dodatkowych składników, takich jak: tłuszcze roślinne, lecytyna, pochodne mleka czy inne.

Kochani, z tych informacji, które otrzymałam wynika, że ta antyczna metoda produkcji czekolady, którą Hiszpanie przywieźli na Sycylię a którą poznali dzięki Aztekom, plemieniu Indian z Ameryki Północnej, utrzymał się do dnia dzisiejszego jedynie na Sycylii 🙂 A więc gorąco zachęcam Was do odwiedzenia Modica i przekonania się samemu o zupełnie innym, niesamowitym, smaku czekolady.

Do następnego!

Cefalu w środę

O Cefalu czytałem jeszcze przed wylotem na Sycylię, planując naszą podróż. Jednak urok tej miejscowości przeszedł moje najśmielsze oczekiwania..

Z Palermo do Cefalu najlepiej dojechać pociągiem. Ze stacji głównej odjeżdża kilkanaście pociągów dziennie w tamtym kierunku.

Wraz z Olą, Em i naszą przewodniczką Iwoną kupiliśmy bilety w kasie dworcowej (koszt około 5 euro za osobę w jedną stronę).

Wsiedliśmy do pociągu który odjechał, jak się później okazało z 40 minutowym opóźnieniem lecz nikt z tego nie robił afery, to norma we Włoszech (nie tylko w Polsce).

Po przeszło 40 minutach jazdy wysiedliśmy na małej malowniczej stacji o nazwie Cefalu. Iwona poprowadziła nas w stronę starej części miasteczka wąskimi uliczkami, gęsto zabudowanymi niskimi maksymalnie dwupiętrowymi kamienicami. Na parterze każdej z nich mieszczą się sklepy z pamiątkami, knajpki i kawiarnie. Gdzieniegdzie drzewa cytrynowe i pomarańczowe dopełniają uroczej atmosfery. Ruch o tej porze roku, a musicie wiedzieć, że była to połowa stycznia był tam niewielki i pewnie w związku z tym większość lokali  była zamknięta. Mniej więcej po 20 minutach, doszliśmy do placu położonego na wzgórzu. Naszym oczom ukazał się przepiękna Normańska katedra z 1131 roku ufundowana, jak przeczytałem przez króla Rogera II, który w ten sposób chciał podziękować Bogu za szczęśliwe uratowanie mu życia podczas sztormu na morzu. Katedra z zewnątrz jest duża lecz po wejściu do środka wydaje się być gigantyczna! W apsydzie mozaika z klasycznym wizerunkiem Chrystusa Pantokratora. W jego ręku księga z napisami po grecku i łacinie. Bardzo podobny wizerunek znajduje się w Monreale o czym piszemy na naszym blogu.

Wychodząc z katedry skierowaliśmy się w stronę nabrzeża. Szliśmy powoli ciesząc rzadkim ponoć nawet na Sycylii o tej porze roku słońcem i błękitnym niebem. Widzę, widzę – krzyknęła nagle Em, która wyprzedzała nas o kilka kroków. Morze, widzę morze! Teraz i my je zobaczyliśmy zaraz za małym placykiem pokazała się ciemnoniebieska linia horyzontu na styku nieba i wody. Ech… morze zawsze przywołuje u mnie pozytywne skojarzenia. A słońce w styczniu, morze i piękne widoki to mieszanka doskonała.

W tym miejscu klif okazał się być dosyć wysoki a fale rozbijały się o niego z ogromną siłą pieniąc się na skałach. Kilka zdjęć i idziemy dalej. Po lewej stronie widać plażę – szeroką, z jasnym drobnym piaskiem.  Jest po prostu piękna. O tej porze roku prawie zupełnie pusta. Widok na kolorowe zabudowania, które przycupnęły przy brzegu oraz na majestatyczne wzniesienie Rocca, królujące nad miastem zapiera dech w piersiach.

Powoli zaczął zapadać zmierzch a my niespiesznie podążaliśmy w kierunku stacji kolejowej aby jednym z ostatnich pociągów dostać się do Palermo.

 

Wielkanoc – La Pasqua

Wielkanoc – La Pasqua.

Obchody Świąt Wielkanocnych dla Sycylijczyków, tak samo jak w Polsce, rozpoczynają się Niedzielą Palmową (Domenica delle Palme), która rozpoczyna Wielki Tydzień (Settimana Santa). Warto przyjechać w tym czasie na Sycylię aby zobaczyć piękne pochody związane z Wielkim Tygodniem. W każdej z prowincji Sycylii pochody wyglądają inaczej, najpiękniejsze są w prowincjach Trapani i Caltanissetta. Procesje zazwyczaj kończą się pokazem sztucznych ogni! Są zupełnie inne niż te w Polsce – bardziej radosne i ożywione. W Wielką Niedzielę Sycylijczycy dopiero koło południa rozpoczynają ucztowanie, uroczystym wielkanocnym obiadem trwającym do późnych godzin po południowych. Warto także uczestniczyć w tym dniu w rezurekcji, która zaczyna się zazwyczaj około 9.00-10.00 (w zależności od prowincji) i przebiega w przeróżny sposób. Podczas Świat Wielkiej Nocy popularnym ciastem jest Colomba, którą można porównać do naszej Babki Wielkanocnej jednak kształtem zawsze przypomina gołębia.