Mimoza – Na dzień kobiet we Włoszech

Mimoza – Na dzień kobiet we Włoszech

Witam Was Moi Drodzy! Mając na uwadze dzisiaj ten szczególny dzień, w którym kobiety obchodzą swoje święto chcę Wam napisać o mimozie – kwiatku, który został wybrany we Włoszech (nie, nie tylko na Sycylii!) jako symbol Dnia Kobiet. Dlaczego nie tulipan, który tego dnia tak mocno rozpowszechniony jest w Polsce? Albo goździk?
Aby odpowiedzieć na to pytanie warto wspomnieć, skąd się wziął sam dzień kobiet, ponieważ zarówno ten dzień jak i data, w której jest obchodzony oraz kwiat są ze sobą połączone.
Właśnie w dniu 08 marca 1908 roku ulicami Nowego Jorku przeszedł marsz 15.000 pracownic zakładów odzieżowych, które domagały się swoich praw, zarówno ekonomicznych jak i politycznych. Od tamtego czasu aby upamiętnić walkę o równouprawnienie kobiet właśnie w dniu 08 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet.
Mimoza zaś, przybyła do Europy z Australii i bardzo szybko się zadomowiła. Charakteryzuje się malutkimi żółtymi kwiatkami, które zakwitając zawistują nadejście wiosny. Mniej więcej tak jak w Polsce – przebiśniegi czy krokusy. Według Indian kwiaty mimozy zawsze były symbolem siły i kobiecości. Mając na uwadze zarówno korzenie pochodzenia dnia kobiet oraz symbolikę kwiatu Związek Kobiet we Włoszech w 1946 roku uznał mimozę symbolem dnia 08 marca.

Mimosa

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET !
HAPPY WOMAN’S DAY!
BUONA FESTA DELLA DONNA!

Cefalu w środę

O Cefalu czytałem jeszcze przed wylotem na Sycylię, planując naszą podróż. Jednak urok tej miejscowości przeszedł moje najśmielsze oczekiwania..

Z Palermo do Cefalu najlepiej dojechać pociągiem. Ze stacji głównej odjeżdża kilkanaście pociągów dziennie w tamtym kierunku.

Wraz z Olą, Em i naszą przewodniczką Iwoną kupiliśmy bilety w kasie dworcowej (koszt około 5 euro za osobę w jedną stronę).

Wsiedliśmy do pociągu który odjechał, jak się później okazało z 40 minutowym opóźnieniem lecz nikt z tego nie robił afery, to norma we Włoszech (nie tylko w Polsce).

Po przeszło 40 minutach jazdy wysiedliśmy na małej malowniczej stacji o nazwie Cefalu. Iwona poprowadziła nas w stronę starej części miasteczka wąskimi uliczkami, gęsto zabudowanymi niskimi maksymalnie dwupiętrowymi kamienicami. Na parterze każdej z nich mieszczą się sklepy z pamiątkami, knajpki i kawiarnie. Gdzieniegdzie drzewa cytrynowe i pomarańczowe dopełniają uroczej atmosfery. Ruch o tej porze roku, a musicie wiedzieć, że była to połowa stycznia był tam niewielki i pewnie w związku z tym większość lokali  była zamknięta. Mniej więcej po 20 minutach, doszliśmy do placu położonego na wzgórzu. Naszym oczom ukazał się przepiękna Normańska katedra z 1131 roku ufundowana, jak przeczytałem przez króla Rogera II, który w ten sposób chciał podziękować Bogu za szczęśliwe uratowanie mu życia podczas sztormu na morzu. Katedra z zewnątrz jest duża lecz po wejściu do środka wydaje się być gigantyczna! W apsydzie mozaika z klasycznym wizerunkiem Chrystusa Pantokratora. W jego ręku księga z napisami po grecku i łacinie. Bardzo podobny wizerunek znajduje się w Monreale o czym piszemy na naszym blogu.

Wychodząc z katedry skierowaliśmy się w stronę nabrzeża. Szliśmy powoli ciesząc rzadkim ponoć nawet na Sycylii o tej porze roku słońcem i błękitnym niebem. Widzę, widzę – krzyknęła nagle Em, która wyprzedzała nas o kilka kroków. Morze, widzę morze! Teraz i my je zobaczyliśmy zaraz za małym placykiem pokazała się ciemnoniebieska linia horyzontu na styku nieba i wody. Ech… morze zawsze przywołuje u mnie pozytywne skojarzenia. A słońce w styczniu, morze i piękne widoki to mieszanka doskonała.

W tym miejscu klif okazał się być dosyć wysoki a fale rozbijały się o niego z ogromną siłą pieniąc się na skałach. Kilka zdjęć i idziemy dalej. Po lewej stronie widać plażę – szeroką, z jasnym drobnym piaskiem.  Jest po prostu piękna. O tej porze roku prawie zupełnie pusta. Widok na kolorowe zabudowania, które przycupnęły przy brzegu oraz na majestatyczne wzniesienie Rocca, królujące nad miastem zapiera dech w piersiach.

Powoli zaczął zapadać zmierzch a my niespiesznie podążaliśmy w kierunku stacji kolejowej aby jednym z ostatnich pociągów dostać się do Palermo.

 

Pomoc medyczna na Sycylii – co zrobić?

Nowa Strona w Praktyczniku !

Może zacznę od tego, że wybierając się na Sycylię (tak jak do innego kraju UE lub EFTA) powinniście postarać się o kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego) lub wykupić polisę KL (koszty leczenia za granicą). Życzę Wam jednak abyście ani z jednej ani z drugiej opcji nie musieli korzystać :). Jeśli jednak zdarzy Wam się niespodzianka zdrowotna, z którą nie będziecie mogli poczekać na powrót do kraju (i tutaj wskazówki muszę podzielić): Więcej informacji w naszym praktyczniku lub pod tym linkiem: http://wp.me/P3jJG9-nt

To co? Pojedziecie same…

Kilka dni przed wylotem zaczęły się problemy, zaatakowała mnie rwa kulszowa. Paskudne to i bolesne, chodzić nie można, a i z siedzeniem jest problem. Wizyta u lekarza wyglądała mniej więcej tak:
– Dzień dobry pani!
– Dzień dobry! Co panu dolega?
– Boli mnie noga od pośladka, aż do kolana.

(kilka pytań, badanie i diagnoza)

– Ma pan porażony nerw kulszowy.
– Pani doktor, za 4 dni wyjeżdżamy na ferie do Włoch , musi mi Pani jakoś pomóc.

– Tylko niech mi pan nie mówi, że na narty…

No bardzo śmieszne… Na tyłku wygodnie usiąść nie mogę, a ona mi tutaj o nartach!
– Nie, proszę pani, na Sycylię, do Palermo. To na południu Włoch.
– No dobrze, wie pan, że powinnam dać panu dwa tygodnie zwolnienia i zapisać codzienne zastrzyki? Spróbujemy inaczej…
Uff, dostałem tabletki. Choć nie sądziłem, nie wierzyłem, że pomogą.

Po powrocie do domu krótka bójka z myślami i decyzja…
– Olku, pojedziecie z Emilą same. Bezsensu, abym jechał z wami i siedział w pokoju cały dzień.
– Oj przestań, pojedziesz. Zobaczysz, leki pomogą. Nie możesz tego zrobić naszej córce.
Było jeszcze kilka takich rozmów, i ostateczna decyzja…jedziemy wszyscy 🙂

Jeszcze zakupy dla Iwonki, jakieś dziwne rzeczy z Polski…musli, lakiery do pazurów, ech…zebrała się tego cała walizka. No i oczywiście wizyta w kantorze –  jakaś gotówka się przyda… nawet w dobie kart kredytowych.

Pakowanie naszych rzeczy do 2. nad ranem. Znaczy ona pakowała, ja po raz pierwszy miałem okazję, czas, chęć poczytać o Palermo. Budzik nastawiony na 7.30 i dobranoc Warszawo. Następny wieczór już na Sicilii.